Od 500 do nawet tysiąca dzikich wysypisk śmieci trzeba każdego roku usuwać w Krakowie. Problem dotyczy przede wszystkim obrzeży miasta, gdzie odpady porzucane są w lasach i zaroślach. Nie brakuje też osób, które domowe śmieci wyrzucają do ulicznych koszy, choć za ich odbiór już zapłaciły. Jak przyznaje Piotr Odorczuk, rzecznik prasowy Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Krakowie, za sprzątanie nielegalnych wysypisk płacą wszyscy mieszkańcy. MPO pracuje też nad rozwiązaniem, które ułatwi zgłaszanie zaśmieconych miejsc.
Posłuchaj rozmowy
Nawet tysiąc dzikich wysypisk rocznie. Problem powraca w tych samych miejscach
Porzucone worki ze śmieciami, odpady ukryte w zaroślach i nielegalne wysypiska na obrzeżach Krakowa. Mimo funkcjonującego systemu odbioru odpadów takie widoki wciąż nie należą do rzadkości. Co więcej, zdarza się, że służby porządkowe muszą wielokrotnie sprzątać te same miejsca.
Jak mówił w audycji Radia Kraków „Mój Kraków” Piotr Odorczuk, rzecznik prasowy MPO, każdego roku na terenie miasta ujawnianych jest od 500 do nawet tysiąca dzikich wysypisk.
Tych takich punktów w całym mieście jest w skali roku sporo i my mamy takie podejrzenie, że to wcale nie są mieszkańcy Krakowa, tylko z jakichś innych gmin okolicznych, bo to są zazwyczaj punkty na obrzeżach miasta, dobrze poukrywane.
Rzecznik MPO zaznacza, że są to przypuszczenia, a nie potwierdzone ustalenia dotyczące sprawców. Wiadomo natomiast, że usuwanie nielegalnie porzuconych odpadów wymaga dodatkowej pracy miejskich służb. Koszty ponoszą pośrednio wszyscy mieszkańcy.
Płacimy za to wszyscy tak naprawdę, za usuwanie tego w mieście. Nie są to jakieś gigantyczne kwoty, no ale zawsze to wymaga pracy naszych ludzi, żeby pojechać i to zabrać.
Problemem jest również to, że po uprzątnięciu jednego wysypiska w tym samym miejscu często pojawiają się kolejne odpady. W ten sposób powstają punkty, do których śmieci trafiają regularnie.
Płacą za odbiór śmieci, a mimo to wyrzucają je do lasu
Dlaczego ludzie decydują się na nielegalne pozbywanie się odpadów, skoro funkcjonuje system ich odbioru?
Jednym z możliwych powodów jest obawa przed dodatkowymi opłatami. Tymczasem, jak podkreśla Piotr Odorczuk, mieszkańcy objęci miejskim systemem gospodarowania odpadami nie muszą płacić osobno za każdą dodatkową torbę czy worek śmieci.
Nie do końca wiadomo, z czego to wynika. Z jakiegoś lęku, że ktoś będzie musiał zapłacić. Mieszkaniec Krakowa nie ma powodu do takiego lęku, ponieważ on płaci te trzydzieści pięć złotych i wszystkie te odpady są już opłacone. Musi je albo zawieźć, albo zamówić.
Rzecznik MPO przypomina, że mieszkańcy mają możliwość legalnego pozbywania się odpadów w ramach miejskiego systemu. Nie ma więc potrzeby porzucania ich w lasach, przy drogach czy na nieużytkach.
Domowe śmieci w ulicznych koszach. Niektórzy czekają na śmieciarkę
Dzikie wysypiska to tylko część problemu. W Krakowie widoczne jest także inne zjawisko: wyrzucanie worków z domowymi odpadami do koszy przeznaczonych na drobne śmieci uliczne.
Jak przyznaje Piotr Odorczuk, zdarzają się nawet osoby, które czekają, aż pracownicy MPO opróżnią kosz, aby natychmiast wrzucić do niego własne odpady.
Wiemy, że są ludzie, którzy czekają na to, aż nasza ekipa przejedzie, opróżni ten kosz i on później zaniesie i tam wsadzi. I to też nie jest do końca zrozumiałe, dlatego że my odbierzemy dowolną ilość odpadów.
Efekt? Kosz, który przed chwilą został opróżniony, ponownie jest pełny. Kolejni przechodnie nie mają gdzie wyrzucić drobnych śmieci, a wokół pojemników zaczyna robić się bałagan.
Co istotne, większa ilość odpadów w gospodarstwie domowym nie oznacza automatycznie wyższej opłaty za ich odbiór.
Nie będzie za to dodatkowo płacił. Już zapłacił. To płaci się od osoby i to jest tyle.
W niektórych miejscach MPO zaczęło montować na koszach specjalne kopuły, które utrudniają wrzucanie do nich dużych worków. Osłony mają również zabezpieczać zawartość pojemników przed dzikimi zwierzętami.
W Krakowie jest około 13 tysięcy koszy. Czy to wystarczy?
W przeciwieństwie do wielu innych miast Kraków postawił na dużą liczbę ulicznych pojemników na śmieci.
Według danych przytoczonych przez Piotra Odorczuka na terenie miasta znajduje się około 13 tysięcy koszy, wliczając te ustawione w parkach i na bulwarach. Bezpośrednio pod opieką MPO pozostaje około dziewięciu tysięcy.
My postawiliśmy na to, że tych koszy ma być dużo, ale są miasta, w których ich nie ma prawie w ogóle. W japońskich miastach nie ma ich wcale. Każdy, kto wyprodukuje jakiś odpad, to zabiera go do siebie do domu.
Rzecznik MPO zwraca uwagę, że uliczne kosze mają służyć przede wszystkim przechodniom i turystom, którzy podczas spaceru chcą wyrzucić opakowanie po jedzeniu, kubek czy papierek.
Nie powinny natomiast zastępować pojemników przeznaczonych na odpady z gospodarstw domowych.
Duża liczba koszy nie rozwiąże więc problemu, jeśli będą one wykorzystywane niezgodnie z przeznaczeniem.
Dzikie wysypisko będzie można zgłosić przez aplikację?
MPO pracuje nad rozwiązaniem, które ma ułatwić mieszkańcom informowanie o nielegalnych wysypiskach i przepełnionych koszach.
Chodzi o nową funkcję w aplikacji miejskiej MM Kraków, pozwalającą zgłosić problem wraz z dokładną lokalizacją.
Dziś mieszkańcy mogą przekazywać takie informacje między innymi drogą mailową. Zdarza się jednak, że zgłoszenia są zbyt mało precyzyjne, by pracownicy mogli szybko odnaleźć zaśmiecone miejsce.
Pracujemy nad taką funkcją w aplikacji MM Kraków, żeby można było to też zgłosić przez aplikację, gdzie od razu lokalizacja by pokazywała, które to jest miejsce.
Jak wyjaśnia Piotr Odorczuk, niekiedy zgłaszający przesyłają jedynie zdjęcie worka ze śmieciami albo podają nazwę długiej ulicy, nie wskazując dokładnego miejsca.
Automatyczne przekazywanie lokalizacji mogłoby usprawnić interwencje i skrócić czas potrzebny na usunięcie odpadów.
Czystość Krakowa to wspólna odpowiedzialność
Problem dzikich wysypisk i niewłaściwego korzystania z koszy pokazuje, że samo zwiększanie liczby pojemników czy częstsze sprzątanie nie wystarczy.
Potrzebna jest również zmiana codziennych przyzwyczajeń.
Tak naprawdę chodzi o to, żeby też mieszkańcy byli zaangażowani w tym sensie, że to jest nasza wspólna odpowiedzialność. My sprzątamy oczywiście, ale ktoś to produkuje i ktoś to wyrzuca niewłaściwie.
Piotr Odorczuk podkreśla, że odpowiedzialność za czystość miasta nie może spoczywać wyłącznie na pracownikach MPO. Mieszkańcy również powinni przestrzegać zasad gospodarowania odpadami i reagować na przypadki zaśmiecania przestrzeni publicznej.
A to jest nasze wspólne miasto. I nie chodzi o to, że my mamy sprzątać i to jest nasze zadanie wyłącznie, tylko chodzi też o to, żeby to nastawienie mieszkańców było takie bardziej wspólne, że to jest jednak coś, co robimy razem.
Bo choć dzikie wysypisko może powstać z winy jednej osoby, za jego uprzątnięcie płacą wszyscy.
Partner programu: