- Zaczęło się od tego, że miałem chorobę oka. Czekała mnie operacja, która na 2 miesiące uniemożliwiłaby chodzenie do szkoły. Mało widziałem, czasami nie mogłem nawet otworzyć oka, wykluczony był też jakikolwiek wysiłek. Dlatego mama wymyśliła, żeby spróbować z edukacją domową, dzięki czemu mógłbym uczyć się w domu - opowiada uczeń 6. klasy Maks Skarłosz, który od trzech lat korzysta z edukacji domowej. Powody zdrowotne nie były jednak jedynymi, które skłoniły mamę Maksa do przeniesienia go ze szkoły stacjonarnej do edukacji domowej. Syn z powodu choroby oczu był wyśmiewany i przezywany przez innych uczniów. Dzisiaj jest szczęśliwy, uczy się we własnym tempie i według opracowanego wraz z mamą własnego systemu. Z rówieśnikami spotyka się na zajęciach klubu szachowego i treningach Kendo oraz przy okazji imprez organizowanych przez Centrum Nauczania Domowego, które dba o integrację uczniów. Z najnowszych badań wynika, że w edukacji domowej w Polsce uczy się już ponad 50 000 uczniów. Przed pandemią było ich ok. 12 tysięcy. Skąd tak dynamiczny wzrost zainteresowania taką formą edukacji? Jak wygląda nauka? I kto najchętniej po nią sięga, rozmawiają z Sylwią Paszkowską Maks, jego mama Elmira Skarłosz i Justyna Nowakowska z Centrum Nauczania Domowego.