Rodzic-helikopter to termin określający osobę, która boi się o dziecko. Nadmiernie dba, sprawdza, kontroluje, załatwia i organizuje wszystko za dziecko. Rodzice zostali nazwani helikopterami, ponieważ podobnie jak helikoptery „unoszą się nad głową”, nadzorując każdy aspekt życia dziecka. Umieszcza się ich między nadopiekuńczymi, a intensywnie wychowującymi opiekunami. Czym taki rodzic różni się od rodzica uważnego? Czy helicopter parents to efekt naszych, trudnych, lękowych czasów? Jak to helikopterowanie wpływa na rozwój dziecka? Odpowiedzi udziela dr Iwona Sikorska, psycholog rozwojowy z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zaprasza Wioletta Gawlik.
Posłuchaj rozmowy Wioletty Gawlik:
„Samo pojęcie helicopter parents pierwotnie dotyczyło dojrzałych ludzi, których dzieci szły do college’u. Bo i zjawisko dotyczyło rzeczywistości amerykańskiej. Mowa więc o ludziach tzw. młodych dorosłych, którym rodzice niejako nie pozwalali w tę dorosłość wejść”.
Posłuchaj wypowiedzi
„Wiele badań pokazuje, że dobrostan psychiczny rodziców przekłada się na większy luz, zaufanie do tego, jak będzie przebiegał rozwój ich dziecka. Rodzic, który jest pod mniejszą presją współmałżonka, pracodawcy – mniej kontroluje swoje dziecko. W nadopiekuńczości jest wszystkiego za dużo. Dziecko, w natłoku komunikatów, przestaje reagować samodzielnie. Na przykład: dziecko wie jak rozwiązać zadanie z matematyki, ale rodzic upiera się, że jego obecność i jego rada, sprawią, że to zadanie będzie rozwiązane lepiej”.
Posłuchaj wypowiedzi
„Człowiek, aby prawidłowo się rozwijać, musi się separować, indywidualizować, oddzielić się od rodziny, aby żyć swoim życiem. Rodzina daje nam podstawę: system wartości, kierunki, wsparcie, ale wyborów powinniśmy dokonywać samodzielnie. Czasem się sparzyć, czasem dowiedzieć się, co jest dla nas dobre. Żyć po swojemu”.