Wtorek, 27 paź 7 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

48% uczniów regularnie doświadcza agresji relacyjnej

Jest subtelna, przezroczysta, nieuchwytna. A jednak dotyka do żywego. Przemoc relacyjna wśród dziewczynek często ukrywa się pod maską „troski” czy „poświęcenia” i ma głębokie kulturowe korzenie. Przybiera różne formy: wykluczenia społecznego, plotkowania, czy szantażu emocjonalnego. Wielotygodniowe psychologiczne wojny podjazdowe to nie jest nowe zjawisko. Istniało ono od zawsze, ale teraz przybiera na sile, bo dotyka 48% uczniów, zaczyna się już w przedszkolu i przenosi do sieci. Przeczytamy o nim w najnowszym raporcie Fundacji Kosmos dla dziewczynek "Dziewczyńskie psychologiczne wojny podjazdowe". Z autorką raportu, Marią Harwanek, rozmawia Wioletta Gawlik.

48% uczniów regularnie doświadcza agresji relacyjnej
https://kosmosdladziewczynek.pl

Posłuchaj rozmowy:

Czym właściwie jest przemoc relacyjna? To dość enigmatyczne pojęcie.

– Rzeczywiście, to trudne do uchwycenia zjawisko, zwłaszcza dla dorosłych, którzy często nie dostrzegają go na czas. To działania mające na celu wyrządzenie krzywdy innej osobie – w tym przypadku dziewczynkom. Chłopcy też sięgają po takie formy, ale rzadziej, ponieważ są częściej socjalizowani do wyrażania złości fizycznie. Dziewczynki natomiast stosują bardziej „miękkie” metody, które jednak potrafią być równie, a czasem bardziej dotkliwe.

Czyli mówimy o zjawisku znanym od lat, ale dziś przybierającym nowe formy?

– Tak. Kiedyś dziecko mogło po szkole odpocząć od przykrości, dziś przemoc relacyjna przenosi się na komunikatory i media społecznościowe. Ofiara nie ma wytchnienia – zjawisko trwa 24 godziny na dobę.

Na jaką skalę występuje ten problem?

– Statystyki mówią, że niemal połowa dzieci w wieku szkolnym doświadcza jakiejś formy agresji relacyjnej: wykluczania, ignorowania, wyśmiewania czy warunkowej akceptacji. To oczywiście dane minimalne, bo część przypadków nigdy nie zostaje zauważona.

Podajesz w raporcie przykłady takich sytuacji.

– Tak, rozmawiałam z dziewczynkami, rodzicami, psycholożkami, a nawet dorosłymi kobietami, które wspominały swoje dziecięce doświadczenia. Przykład, który szczególnie zapamiętałam, dotyczył dziewczynki, wobec której cała klasa ostentacyjnie zatykała nos, gdy wchodziła do sali. Dla niej to jasny komunikat: „śmierdzisz”. Trudno to udowodnić, a jeszcze trudniej zbagatelizować skutki psychiczne.

Jak reagują rodzice?

– Często w ogóle nie wiedzą, że ich dziecko coś przeżywa. Dziewczynki nie chcą obciążać rodziców albo wstydzą się mówić. W raporcie przytaczam historię mamy, która żałuje, że zbyt późno zdecydowała się zmienić córce szkołę. To radykalne rozwiązanie, ale czasem konieczne. Inne dziewczynki wybierały walkę o swoje miejsce – to z kolei wymagało ogromnej siły i miało wysoką cenę emocjonalną.

Dlaczego to zjawisko dotyczy częściej dziewczynek niż chłopców?

– Ponieważ wciąż wychowujemy dziewczynki do „grzeczności”, do unikania otwartej agresji. Swoją pozycję w grupie budują więc inaczej – poprzez wykluczanie czy manipulację relacjami. Co ciekawe, badania wskazują, że pewne predyspozycje mogą być nawet dziedziczne. Jednak u podstaw i po stronie agresorek, i po stronie ofiar zwykle leży brak pewności siebie oraz niedostateczne umiejętności społeczne.

Jakie mogą być konsekwencje przemocy relacyjnej?

– Poważne: depresja, myśli samobójcze, zaburzenia odżywiania, bóle somatyczne, problemy z koncentracją. Badania pokazują, że ból odrzucenia niewiele różni się od bólu fizycznego – dlatego nie wolno bagatelizować takich sytuacji.

Czy jeden incydent to już przemoc relacyjna?

– Przyjmuje się, że mówimy o przemocy wtedy, gdy zachowania są powtarzalne i mają konsekwencje psychiczne lub fizyczne. Ale nawet jednorazowe zdarzenie powinno być dla dorosłych sygnałem ostrzegawczym – okazją do rozmów i warsztatów w klasie o emocjach, komunikacji, bezpiecznym wyrażaniu złości.

W raporcie podajesz też „koła ratunkowe”. Co rodzice mogą zrobić?

– Najważniejsze to dbać o to, by dziecko miało różne źródła relacji – nie tylko w klasie. Harcerstwo, zajęcia dodatkowe, inne grupy rówieśnicze – to często okazywało się ratunkiem. Poza tym kluczowa jest rola rodzica jako „kontenera” na emocje dziecka – bezpiecznego miejsca, gdzie można wyrzucić z siebie złość czy frustrację. Ważne, byśmy nie spieszyli się z radami, ale przede wszystkim słuchali.

Zachęcasz też do rozmów o samej agresji relacyjnej.

– Tak. Jeśli dziecko zna takie pojęcia jak plotka, kpina, publiczne upokarzanie czy wykluczenie, łatwiej mu nazwać swoje doświadczenia i otworzyć się przed dorosłym. A jednocześnie wie, że rodzic jest partnerem do rozmowy.

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Darmowe parkowanie w krakowskim OPP 1 i 11 listopada

  • Nowy Sącz: Trzy przedszkola do likwidacji. Radni przegłosowali uchwały mimo protestów

  • Wisła Kraków przedłużyła kontrakty z czterema piłkarzami. Kluczowi obrońcy zostają przy Reymonta

  • Tomasz Siemieniec ostro o Cracovii: Nie widzę szans ani na wygranie derbów, ani na utrzymanie

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania