Jak opisać rzeczywistość chorowania? Czy rację ma pracownik NFZ-u, który mówi mi o niedowykonaniach, nadwykonaniach, o osobodniach, procedurach? Czy to jest ta rzeczywistość chorowania? Czy rację ma medyk, który mówi o procencie przepływów takiej czy innej tętnicy? Czy rację ma pacjent, który mówi: „proszę pana, nie jestem w stanie wejść po schodach".
Dr Paweł Grabowski, pomysłodawca i twórca Hospicjum proroka Eliasza w Makówce na Podlasiu jest gościem Marzeny Florkowskiej.
Krakowianin z urodzenia. Tu kończył szkoły, studia, tu robił specjalizację pierwszego stopnia, tu także na Rakowickim Cmentarzu są pochowani jego przodkowie.
Dr Paweł Grabowski jest autorem książki „Czuła medycyna” i jest nominowany do Nagrody imienia księdza Józefa Tischnera.
Posłuchaj wypowiedzi
Jesteś autorem książki, która już niebawem będzie dostępna: „Czuła medycyna”. Coraz więcej na szczęście mówi się, że nie można na człowieka i na medycynę patrzeć tylko w kategoriach naukowo-technicznych. Dlaczego ta czułość jest ważna i jaka jest jej wartość terapeutyczna?
Ból mierzymy w skali od 0 do 10. 0 – nie boli w ogóle, 1 – troszeczkę, 10 - największy ból, jaki sobie można wyobrazić. Pytam pacjentkę: na ile panią teraz boli? I pacjentka powie 3, 4. Ta sama osoba, kiedy okaże się, że nie przyjechał do niej syn, który miał ją odwiedzić odczuje ból na 10 albo nawet 15. Ta rzeczywistość chorowania jest rzeczywistością bardzo złożoną.
Jak opisać rzeczywistość chorowania? Czy rację ma pracownik NFZ-u, który mówi mi o niedowykonaniach, nadwykonaniach, o osobodniach, procedurach? Czy to jest ta rzeczywistość chorowania? Czy rację ma medyk, który mówi mi o procencie przepływów takiej czy innej tętnicy? Czy rację ma pacjent, który mówi: „proszę pana, nie jestem w stanie wejść po schodach. Wymagam wsparcia. Moje dzieci są zrozpaczone. Moja żona myśli, co się wydarzy, jak już mnie nie będzie na tym świecie”.
Kto mówi prawdę o medycynie? Jak znaleźć wspólny język w rozmawianiu o medycynie? To jest ekstremalnie trudna historia. Ale rzeczywiście, zwłaszcza medycyna paliatywna uczy nas, że nie ma szansy funkcjonowania i dobrego pomagania człowiekowi, funkcjonowania jako lekarz, jako pielęgniarka, jeśli wierzy w redukcjonistyczny wymiar tej medycyny. I wiele aspektów trzeba zaopiekować: i ten socjalny, i ten psychiczny, i duchowy, o którym WHO zapomniał, mówiąc o definicji zdrowia. I ten somatyczny również.
Czy rzeczywiście opieka nad ludźmi chorymi na wsi w Polsce jest tak bardzo różna od opieki nad chorymi w miastach?
7% powierzchni Polski to są miasta. 93% powierzchni Polski to są wsie.
Główny Urząd Statystyczny podzielił te obszary na tak zwane aglomeracyjne, czyli przedmieścia: mieszkam na wsi, ale korzystam z wszystkich dóbr, które niesie ze sobą bycie człowiekiem mieszkającym niedaleko miasta. I tych regionów nie jest tak wiele. To jest kilkanaście procent powierzchni Polski. Prawie 80% powierzchni Polski to są obszary pozaaglomeracyjne, peryferyjne. Gdy do najbliższego miasta jest daleko, dotyka ludzi cały szereg wykluczeń: komunikacyjne (są takie wsie, gdzie autobus zajeżdża może dwa razy w tygodniu, albo raz dziennie), informatyczne (z powodu braku internetu nie jestem w stanie wypisać w realnym czasie wizyty, recepty, zapisać tej wizyty). Te rodziny też podlegają bezlitosnym prawom demograficznym. Starzejące się wsie oznaczają często też singularyzację starości, wyludnianie się tych wsi. Panowie żyją statystycznie kilka lat krócej i wsie są pełne starzejących się wdów, których życie dobiega końca. Zostały same, bo włożyli razem z mężem ogromny wysiłek, żeby dzieci wykształcić, a na wsi nie potrzeba często wysokiej klasy specjalistów. Ludzie wyjeżdżają za pracą do miasta.
Na wsi jest mniej ośrodków zdrowia, przychodni, różnego rodzaju jednostek ochrony zdrowia niż w miastach. Przeciętnie ten dostęp jest 2-2,5 razy gorszy. Wyliczono, że przychodni na każdy 10 tysięcy mieszkańców w mieście jest około 6,5. Na wsi jest około 3. Co to oznacza? w Krakowie na kilometrze kwadratowym mieszka 2,5 tysiąca, czyli te 10 tysięcy mieszkańców mieszka na obszarze 4 kilometrów kwadratowych. Macie tu przeciętnie 6,5 przychodni.
Ja pracuje na wsi, gdzie żyje 20 osób na kilometrze kwadratowym. Te 3 przychodnie są na obszarze 500 kilometrów kwadratowych.
10-11 milionów obywateli mieszka na tych terenach wiejskich peryferyjnych. Umiera rocznie około 60 tysięcy. No normalnie, wszędzie gdzieś ludzie starzeją, się umierają.
Problem jest tylko w tym, że około 40, może 45 tysięcy umiera, nie dostając tam opieki lekarskiej.
Wyobraźcie więc sobie państwo, że wieś, która, jeżeli chodzi o te elementy dotyczące zdrowia, profilaktyki, była zaniedbywana od zawsze.
Ubezpieczenie zdrowotne na wsi zasadniczo obowiązuje dopiero od od 1972 roku, czyli dużo później niż w miastach.
Ta dyskryminacja obszarów wiejskich, ta taka peryferyjność tych obszarów wiejskich, była od zawsze. I to, co robimy u nas w Makówce, to jest taka próba takiego potężnego protestu.
Tak nie może być. To są też obywatele RP. Ludzie, którym Konstytucja zapewnia równy dostęp do opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych, a tego nie ma.
Jest to tak, że to jest tylko w Polsce tak źle. Ten problem dotyczy wszelkich krajów, gdzie mają tak zwane obszary peryferyjne, obszary słabo zaludnione: są i w Portugalii, i w Hiszpanii, jeżeli jeździcie tam na urlopy.
Australia, Kanada, Skandynawia słyną z tego, że rzeczywiście mieszka tam niewiele osób. Niekoniecznie trzeba więc szukać jakichś innowacji, zastanawiać się, jak ten problem rozwiązać, tylko może po prostu przyjrzeć się z życzliwością.
To wymaga oczywiście ogromnego takiego ruchu głową i postawienia w centrum pacjenta, a nie koniecznie procedury czy zysku dla firmy, która tam idzie robić biznes. I jeżeli się tego pacjenta postawi w centrum, a my to próbujemy robić, czy też może powiedzmy otwarcie robimy to skutecznie od 16 lat, też się ten biznes kręci.
Pracuję od lat w Komisji Zdrowia przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, gdzie o tym opowiadam również.
Organizujemy wspólne konferencje, rozmawiamy na ten temat, proponujemy rozwiązania. Mamy nadzieję, że to bicie głową w mur kiedyś się wreszcie przyniesie jakiś efekt. Trudno jest, ponieważ mamy coś, co w świecie nazywa się urban normativity. Po polsku mówimy miasto normatywność, czyli wszystkim ustawodawcom z perspektywy dużego miasta wydaje się, że jeżeli dadzą jakieś rozporządzenie, które zadziała w Warszawie, to ono też zadziała na głębokiej wiosce. Nie zadziała, bo tam nie każdy ma pod nosem autobus czy aptekę.