Wtorek, 27 paź 9 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

"Zanim się dowiedziałem, kim właściwie są Żydzi, już byłem antysemitą"

Mateusz Pakuła, pisarz, dramaturg, reżyser, kolejny raz mierzy się z tym, co najtrudniejsze. Po głośnym spektaklu "Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję", przyszedł czas na adaptację książki "Skóra po dziadku". To opowieść wielowarstwowa – o pamięci, tożsamości, rodzinie, ale też o pogromie kieleckim i trudnym dziedzictwie antysemityzmu, który – jak sam autor przyznaje – przesiąka polską kulturę od pokoleń. Dziś (11 kwietnia) w Teatrze Łaźnia Nowa odbędzie się premiera spektaklu na podstawie książki Mateusza Pakuły.

"Zanim się dowiedziałem, kim właściwie są Żydzi, już byłem antysemitą"
Okładka książki "Skóra po dziadku"

Przekazywany antysemityzm

Pakuła nie unika mocnych słów. Już pierwsze zdanie książki jest szokujące – prowokacyjne i szczere zarazem. - "Zanim się dowiedziałem, kim właściwie są Żydzi, już byłem antysemitą". Takie wyznanie można uznać za manifest, ale też za próbę rozbrojenia czegoś głęboko zakorzenionego. Nie chodzi o szok dla efektu. Często, nieświadomie, mimowolnie chłoniemy antysemickie uprzedzenia jak powietrze.

Może się wydawać, że jest to efekciarskie, zaczepne i prowokacyjne zdanie, pewnie trochę takie jest, ale to sama prawda, szczera prawda. Antysemityzm jest kulturowy. Próbuję to w mojej książce opowiedzieć – mówi Mateusz Pakuła.

To, co nazywamy "dziedzictwem", w tym przypadku nie ma nic wspólnego z genami – jest kulturowym osadem, przekazywanym w języku, spojrzeniach, milczeniu, żartach i półsłówkach. Choć w Polsce Żydów jest dziś niewielu, to wciąż funkcjonują w przestrzeni wyobrażeń, uprzedzeń i stereotypów. Antysemityzm nie wymaga obecności Żyda – wystarczy jego obraz, mit, cień.

Pogrom jako opowieść o strachu

"Skóra po dziadku" to historia rodzinna, ale nie zamyka się w domowych ścianach. Pakuła podejmuje temat bolesny i trudny, pogrom kielecki z 1946 roku, ale nie po to, by rozliczać, ale raczej po to, by zrozumieć i przeprowadzić czytelnika – jak sam mówi – "za rękę" przez opowieść, która ma siłę doświadczenia.

Co najbardziej porusza? Że bezpośrednią przyczyną pogromu był strach dziecka – chłopca, który wymyślił porwanie przez Żydów, by uniknąć gniewu ojca. To przerażające, że dziecinna fantazja, podszyta strachem, uruchomiła spiralę przemocy, która doprowadziła do śmierci 42 osób.

Autor nie zatrzymuje się na poziomie faktów. Próbuje wejść "w cudzą skórę" – zarówno ofiar, jak i sprawców. Interesuje go nie tylko to, co się stało, ale dlaczego się stało. Jak to możliwe, że zwyczajni ludzie zamienili się w morderców? Jakie mechanizmy psychiczne i społeczne sprawiają, że człowiek potrafi odmówić drugiemu człowieczeństwa?

(cała rozmowa do posłuchania)

Posłuchaj wypowiedzi

Mateusz Pakuła/fot. Sylwia Paszkowska

Historia o wzajemności i przypadkach

Mateusz Pakuła sięga po opowieść o swoim dziadku – nastolatku, który za antykomunistyczne wybryki trafił do kieleckiego więzienia. Wyszedł z niego tylko dlatego, że wyciągnął go Żyd – wysoko postawiony funkcjonariusz UB, któremu z kolei rodzina dziadka uratowała życie w czasie wojny.

To jest historia z lat 50. Mój dziadek jako nastolatek za szczeniackie, antykomunistyczne wybryki trafił do więzienia w Kielcach. Było to straszne więzienie, w którym torturowało i zabijało najpierw gestapo, a potem komuniści. Pewnie nie wyszedłby stamtąd żywy, gdyby nie Żyd, wysoko postawiony funkcjonariusz UB, pułkownik w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, który go uratował, odwdzięczając się za to, że rodzina mojego dziadka uratowała go w czasie II wojny światowej.

Ta historia wzajemności, ratunku, zbiegu okoliczności – staje się osią opowieści. Lemowska filozofia przypadku, o której mówi autor, uświadamia nam, jak kruche są nasze losy. Gdyby nie ten jeden gest w przeszłości, nie byłoby ani dziadka, ani jego córki, ani Mateusza.

To, co miało być prywatną historią rodzinną, staje się więc historią o uniwersalnym wymiarze – o ludzkiej przyzwoitości, o ślepych przypadkach, ale też o winie i odpowiedzialności.

To, co robi Mateusz Pakuła, można nazwać literaturą empatyczną. Opowiada o sobie, ale mówi do nas. Jego osobiste historie stają się uniwersalnymi opowieściami o śmierci, pamięci, winie i odpowiedzialności. Dzięki nim mamy szansę nie tylko poznać fakty, ale poczuć – a to zupełnie inna jakość zrozumienia.

"Skóra po dziadku" nie daje łatwych odpowiedzi, ale stawia ważne pytania. Przede wszystkim, daje nam szansę, by przez chwilę poczuć cudzą historię jak własną. Jakbyśmy sami weszli w cudzą, zbyt dużą, zbyt starą skórę.

Okładka książki "Skóra po dziadku"

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania

  • Odwołana rzeczniczka uczniów zabiera głos. "Dzień wcześniej dostałam pismo od prezydenta Gibały"

  • 20-letni sołtys Cikowic chce głosować za własnym odwołaniem. W tle konflikt z proboszczem

  • Bruk-Bet Termalica melduje się w 1/8 finału Pucharu Polski

  • Groźny wypadek na rynku w Nowym Sączu. BMW wjechało na chodnik i potrąciło pieszego