Urszula Grabowska-Ochalik, aktorka o wyjątkowym talencie i wszechstronności, od lat przyciąga uwagę widzów zarówno na ekranie, jak i na scenie. Jej kariera obfituje w różnorodne kreacje. Dziś jednak to teatr zajmuje szczególne miejsce w jej sercu, a widzowie mogą podziwiać jej kunszt na scenie Teatru STU, gdzie wkrótce odbędzie się premiera „Czarnej komedii” w reżyserii Mirosława Gronowskiego. Urszula Grabowska-Ochalik opowiedziała Sylwii Paszkowskiej w piątkowym Przed hejnałem o teatrze, rolach i wyzwaniach aktorskich.
Urszula Grabowska-Ochalik nie ukrywa, że praca nad spektaklem teatralnym, szczególnie tak złożonym jak „Czarna komedia”, wymaga ogromnego zaangażowania i współpracy. Co ciekawe, swoją rolę panny Furnival dzieli z inną utalentowaną aktorką, Magdaleną Walach. Obie artystki, choć mają różne temperamenty, wspólnie tworzą tę samą postać, jednocześnie zachowując jej unikalność. Grabowska mówi o tym doświadczeniu z wielkim entuzjazmem, podkreślając, jak ważna jest wzajemna inspiracja i wspieranie się na scenie.
W Teatrze STU pracujemy w pełnym koleżeństwie i wszystkie siły twórcze idą na korzyść konkretnych postaci. Wspomagamy się w tym procesie, wymieniając się pomysłami, ale też obserwując siebie nawzajem i eliminując swoje błędy, bo wiadomo, że z boku z widowni widać lepiej – mówi aktorka.
To współdziałanie pozwala na jeszcze lepsze zrozumienie postaci i rozwój spektaklu.
„Czarna komedia” to sztuka, która opiera się na zabawie stereotypami, zarówno męsko-damskimi, jak i społecznymi. Czy jednak takie tematy wciąż są aktualne?
Jesteśmy w takim momencie, że nie zadowolimy wszystkich. Potrzeba czy nadążanie za zmianą nie idzie równolegle w każdym odbiorcy i paradoksalnie całe grono i nawet większość odbiorców, reaguje dużym zadowoleniem i dużą potrzebą powielania tego, co już nawet dobrze zna. W komediach pewne stereotypy się sprawdzają. W komedii sprawdza się to, że widz wie wcześniej i się tym cieszy, bawi. Zabawne są bardzo dla mnie, jako współuczestnika odbioru, komentarze, jakie słyszę pośród osób, które widzą te zdarzenia po raz pierwszy. Tych warstw jest bardzo dużo, ponieważ pojawia się cała sfera stereotypów w relacji, w ukazaniu poszczególnych tematów czy w postaci. Ale jest też cała masa dowcipnego dialogu, komizmu sytuacyjnego, który widza cieszy najbardziej.
Mimo że Urszula Grabowska zdobyła popularność bardzo wcześnie, nie dała się wciągnąć w pułapkę celebrytyzmu. Zawsze starała się kierować intuicją i wybierać role, które miały dla niej artystyczne znaczenie.
Myślę, że popularność przynosi profity. Staram się mieć nad nią kontrolę. Zależy mi bardziej na podkreślaniu rangi mojego zawodu niż na byciu celebrytką.
Choć przyznaje, że popularność przynosi pewne korzyści, to jednak stara się wybierać projekty, które dają jej satysfakcję i rozwijają ją jako aktorkę.
Jednak to klasyczne role teatralne, takie jak Ofelia w „Hamlecie” czy Lizawieta w „Biesach”, na zawsze pozostaną w jej sercu. Aktorka ma słabość do dobrej literatury, do klasyki. Są to role, które w niej żyją najbardziej. Po latach wróciła do „Hamleta”, tym razem wcielając się w rolę Gertrudy, co było dla niej szczególnie emocjonującym doświadczeniem.
Ciekawe wyzwania przychodzą, ale to jest takie troszeczkę niespodziewane dla mnie. Był taki pusty moment w moim życiu, z tęsknoty wyemigrowałam na chwilę do teatru w Kielcach, żeby zagrać Ginę w "Dzikiej kaczce" Ibsena. To było bardzo ciekawe doświadczenie.
Urszula Grabowska-Ochalik to aktorka, która nie boi się trudnych wyborów, a jednocześnie pozostaje wierna swoim artystycznym przekonaniom. Każda rola, czy to w teatrze, filmie, czy serialu, jest dla niej szansą na zrozumienie ludzkiej natury i odkrywania nowych emocji.
(cała rozmowa do posłuchania)