Latem 2022 roku Mateusz Kornecki uległ poważnemu wypadkowi podczas treningu skoków na rowerze w lesie. Przeleciał przez kierownicę i uderzył głową o ziemię. Dzięki temu, że miał na sobie kask, przeżył – ale obrażenia były poważne, w tym uszkodzenie mózgu, które wymagało intensywnego leczenia i długiej rehabilitacji. Doświadczenie to stało się punktem wyjścia do założenia Stowarzyszenia „Tam i z powrotem”, które wspiera osoby po urazach mózgu i ich bliskich. W studiu Radia Kraków gośćmi Sylwii Paszkowskiej byli założyciele tej inicjatywy: dziennikarka Iwona Sitnik-Kornecka (mama Mateusza), sam Mateusz Kornecki oraz jego żona Justyna Kornecka. Opowiedzieli nie tylko o dramatycznych początkach i trudnej drodze powrotu do sprawności, lecz także o tym, jak zrodziła się potrzeba stworzenia przewodnika pourazowego i społeczności, która dziś pomaga innym przechodzić przez podobne doświadczenia.
Wypadek, który wszystko zmienił
Mateusz Kornecki uległ poważnemu wypadkowi podczas treningu skoków na rowerze. To dramatyczne zdarzenie stało się początkiem historii, która z czasem przerodziła się w realną pomoc dla innych.
Uczyłem się z trenerem skakać na rowerze. Coś nie poszło – przeleciałem przez kierownicę i spadłem na głowę. Ratownicy przyjechali, nie wiedzieli czy będę żył, ale wiedzieli jedno – gdyby nie kask, to nie miałbym szans.
Pytana o swoje emocje po informacji o wypadku, Iwona Sitnik-Kornecka odpowiedziała szczerze: natychmiast się od nich odcięła. Weszła w tryb zadaniowy. To mechanizm obronny, który zna z rozmów z innymi matkami z kliniki rehabilitacji w Golikówce. Dla dziennikarki, która wcześniej wielokrotnie przeprowadzała wywiady na temat skutków urazów mózgu i akcji społecznych promujących bezpieczeństwo, świadomość zagrożeń była bardzo duża.
Pamiętam, że do szału doprowadzały mnie hasła: ‘będzie dobrze’. Ja mówię – no ale dla kogo dobrze? Bo to ‘dobrze’ to znaczy co? Że przeżyje? Okej, ale jak przeżyje? Bo można przeżyć w stanie wegetatywnym, można zostać na poziomie trzylatka – różnie się dzieje. Więc ja czasami nawet starałam się nie mówić, co myślę czy co wiem – wspomina Iwona Sitnik-Kornecka.
W chwili wypadku Mateusz i Justyna byli świeżo upieczoną parą. Poznali się rok wcześniej w pracy, ale dopiero w kwietniu, kilka miesięcy przed wypadkiem, zaczęli się spotykać. Byli w fazie intensywnego poznawania się, wspólnych wyjazdów, sportów i radości z bycia razem. Dlatego wiadomość o wypadku była dla Justyny ogromnym szokiem:
Informacja o tym, że Mateusz miał wypadek, początkowo mnie zmroziła – włączył się tryb zadaniowy, a dopiero później zaczęły pojawiać się emocje. U mnie było ich naprawdę bardzo dużo. Też nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić. Myślę, że wsparcie rodziny i przyjaciół było tutaj absolutnie kluczowe.
W najtrudniejszych chwilach po wypadku Mateusza, rodzina i bliscy nie opuszczali go ani na chwilę. Gdy tylko było to możliwe, wchodzili na oddział intensywnej terapii oraz neurologii. Gdy przebywanie przy łóżku było niemożliwe, urządzali „pikniki” pod oknem szpitala, by Mateusz miał świadomość ich obecności. Był to symboliczny, ale ważny gest wsparcia. Przyjaciele zadbali o codzienne potrzeby rodziny – przypominali o jedzeniu, pomagali ogarnąć podstawowe obowiązki. Ta wspólna troska stała się fundamentem działania, który później przerodził się w ideę stowarzyszenia.
Przewodnik jako odpowiedź na chaos informacyjny
Wypadek Mateusza miał miejsce w lipcu 2022 roku. Dziś, trzy lata później, wciąż jest w procesie rehabilitacji – w dobrym stanie, lecz nadal wymagającym wsparcia i ćwiczeń. To doświadczenie – lęk, niepewność, brak informacji – zainspirowało rodzinę do stworzenia narzędzia, które ułatwi innym rodzinom przejście przez podobne sytuacje.
Myślę, że sama potrzeba tego, żeby opracować przewodnik, pojawiała się jeszcze, kiedy byliśmy w szpitalu. Przechodziło nam wówczas przez głowę, że naprawdę nam tego brakuje. Nie mogliśmy znaleźć niektórych informacji, część była tylko cząstkowa, więc wiedzieliśmy, że to będzie bardzo potrzebne – mówi Justyna Kornecka.
W Krakowie działa co prawda platforma edukacyjna Intensywna.pl, prowadzona przez lekarzy z 5 Wojskowego Szpitala, ale – choć bardzo rzetelna – przedstawia wiedzę z perspektywy medycznej. Tymczasem rodziny potrzebują innego języka: konkretów, punktów, codziennych wskazówek, dostępnych bez fachowego słownictwa. Z tego założenia wyszło Stowarzyszenie „Tam i z powrotem”.
Od fińskich wzorców do polskich realiów
Szukając wzorców, twórcy przewodnika natrafili na fińskie stowarzyszenie, które w ramach dwuletniego projektu rządowego opracowało podobne narzędzie. Fińscy partnerzy z entuzjazmem udostępnili swoją dokumentację i pozwolili korzystać z materiałów. Nie była to jednak zwykła translacja – polskie środowisko, struktura służby zdrowia i oczekiwania rodzin są inne, więc przewodnik musiał zostać stworzony od podstaw. Przy jego tworzeniu przeprowadzono badania wśród ponad 50 rodzin, obejmujące ankiety i pogłębione wywiady. Pytano o to, czego najbardziej brakowało, co było najtrudniejsze, jakie informacje powinny znaleźć się w przewodniku.
Aktualnie przewodnik jest dostępny w formie cyfrowej, na stronie internetowej naszego stowarzyszenia. Tam jest przedstawiony w formie artykułów, natomiast pracujemy też nad wersją PDF, która będzie dostępna dla osób, które nie korzystają z telefonu – na przykład starszych, które również chciałyby poczytać – mówi Justyna Kornecka.
Przewodnik przyjmuje formę artykułów opisujących kolejne etapy kryzysu – od diagnozy po życie po urazie. W każdym tekście pojawia się przypomnienie, by prosić o pomoc – jak w samolocie: najpierw maseczka dla siebie, potem dla dziecka. Uraz zmienia życie na zawsze, dlatego opieka nad bliskim to nie sprint, lecz maraton – wymaga siły, równowagi i świadomości.
Na stronie internetowej Stowarzyszenia „Tam i z powrotem” tizp.org.pl dostępny jest przewodnik pourazowy oraz informacje o bieżących i planowanych projektach. To przestrzeń pełna wsparcia, konkretu i doświadczenia – tworzona przez tych, którzy sami przeszli przez najtrudniejsze chwile i chcą teraz pomagać innym.
(Cała rozmowa do posłuchania)