Kilka dni temu premier Ewa Kopacz ogłosiła: "Polska przyjmie 60 rodzin z objętej konfliktem Syrii. Dzisiaj chrześcijanie, którzy są prześladowani tam w sposób barbarzyński, zasługują, żeby kraj chrześcijański, jakim jest Polska, podążył z pomocą". Takie oświadczenie niemal automatycznie rodzi pytanie, czy powinniśmy segregować imigrantów na chrześcijan i wyznawców innych religii i od tego uzależniać pomoc? Czy idąc krok dalej, nie będziemy miłosierni jedynie dla katolików, a takich w Syrii jest stosunkowo niewiele? A może powinniśmy pomóc wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują?
Posłuchaj wypowiedzi
Gośćmi programu byli prof. Beata Kowalska z Instytutu Socjologii UJ, która w latach 1998-1999 należała do zespołu prowadzącego badania socjologiczne w Turcji, Libanie, Syrii, Jordanii, Iraku i Iranie oraz Tadeusz Szczepaniak z Polskiej Akcji Humanitarnej.
Rozmowa Sylwii Paszkowskiej z gośmi programu "Przed hejnałem"
Sylwia Paszkowska: Kiedy patrzymy na Syrię dziś, to widzimy, że chrześcijanie w Syrii mieszkali głównie w miastach, zarabiali więcej od muzułmanów, posyłali dzieci do lepszych szkół, więc siłą rzeczy, to dzieliło kraj.
prof. Beata Kowalska: Nie zgodziłabym się z tym. To bardzo schematyczny obraz Syrii. Chrześcijanie osiedlając się, uciekając przed prześladowaniami stworzyli coś w rodzaju państwa w państwie, oni mówili na to "szczęśliwa wyspa chrześcijan". Szkoły powstawały, ponieważ chcieli oni uczyć kultury i języka
Sylwia Paszkowska: No ale prawdą jest, nie powinniśmy uzależniać naszej pomocy od tego jakiego są wyzwania, bo to jest sprzeczne z naszą konstytucją.
Tadeusz Szczepaniak: Tak. Z badań PAH wynika, że Polacy nie są przekonani do tego, by wpierać nie tylko uchodźców, ale też naszych rodaków, repatriantów. Uchodźcy są myleni często z migrantami ekonomicznymi, wydaje się nam, że te osoby uciekają nie dlatego, że są prześladowani, a dlatego, by poprawić swój byt materialny. Więcej