Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

W programie "Przed hejnałem" o szkolnych świetlicach

Przez jednych traktowane jako przechowalnie dzieci, przez innych jako zbawienie i bezpłatna opieka po zakończeniu lekcji, pozostali traktują je jako szansę na uczestniczenie w ciekawych zajęciach. Świetlice szkolne. Często budzą dużo większe emocje niż same zajęcia obowiązkowe i dyskusje, czym tak naprawdę powinny być.

W programie "Przed hejnałem" o szkolnych świetlicach
Fot. pixabay

Posłuchaj wypowiedzi

Uczniowie traktują je jako szansę zabawę z kolegami także z innych klas. Rodzice jako zło konieczne lub wybawienie z myślenia o opiece nad dziećmi, a nauczyciele bywają rozdarci między oczekiwaniami dyrekcji, rodziców, dzieci i własnymi planami i ambicjami. O świetlicach szkolnych rozmawiamy w programie "Przed hejnałem". 

Goście: Andrzej Janczy, zastępca Dyrektora Wydziału Nadzoru Pedagogicznego Kuratorium Oświaty w Krakowie, Stanisław Bobula, psycholog dziecięcy, ojciec, mający doświadczenie dotyczące funkcjonowania świetlic szkolnych i społecznych, pan Dominik i pan Radosław, ojcowie dzieci, które korzystają ze świetlicy. 

Goście programu

Głos słuchacza:

Witam serdecznie!

Pracowałam w świetlicy kilka lat temu. Owszem, jest przepis określający liczbę uczniów przypadających na jednego nauczyciela, ale załóżmy, że jest zapisanych 50 dzieci i w świetlicy jest 2 nauczycieli. 
(Ale czasem nie ma, bo często etaty w świetlicy były zależne od liczby dzieci w szkole, a nie samych uczniów uczęszczających do świetlicy.)
W godzinach tzw. szczytu są wszystkie. Później po 15:30 - 16:00 często zostaje garstka. Najwięcej jest uczniów z klas pierwszych, ze starszych nieco mniej. Wszystkie dzieci trzeba zaprowadzić na obiad, jedni jedzą dłużej inni krócej, więc trzeba dzieci jakoś podzielić, jeden nauczyciel zostaje w sali, drugi na raty bierze do stołówki. I jak przydzielić konkretne dzieci do konkretnych nauczycieli?
Owszem zawsze były zorganizowane jakieś zajęcia: plastyczne, ruchowe, czytanie, konkursy, wyjścia na boisko, odrabianie lekcji. Dzieci wychodziły też na kółka zainteresowań czy zajęcia sportowe na terenie szkoły, ale proszę wierzyć, że po 5 lekcjach dzieci nie marzyły o niczym innym jak o SWOBODNEJ ZABAWIE I WYJŚCIU NA BOISKO. Dzieci wychodzą w trakcie zorganizowanych zajęć, bo dzieci są odbierane wtedy, gdy pasuje to rodzicom. Mam pytanie, czy zmienił się obowiązujący od kilku lat przepis zezwalający na pracę każdemu nauczycielowi w świetlicy, który spowodował zapychanie etatów przedmiotowców świetlicą? Bo doświadczyłam tego na własnej skórze. Przychodzili przedmiotowcy i pytali co mają robić... 

Pozdrawiam, Agnieszka

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"