Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Pracownia introligatora pachnie skórą, płótnem i… psią sierścią

Rozwój e-booków i audiobooków sprawia, że coraz częściej mówi się o schyłku tradycyjnej książki, ale mimo wszystko introligatorstwo wciąż pozostaje żywym rzemiosłem i przechodzi dziś wyraźną przemianę. Coraz większą rolę odgrywają ręcznie wykonywane, artystyczne oprawy, renowacja cennych woluminów i tworzenie unikatowych egzemplarzy dla kolekcjonerów oraz instytucji kultury. O historii zawodu, jego współczesności i przyszłości w rozmowie z Anetą Hudzik opowiedział Łukasz Suszek, introligator, antykwariusz, animator kultury oraz prezes Fundacji Phosphoros.

Pracownia introligatora pachnie skórą, płótnem i… psią sierścią
Zdjęcie ilustracyjne/fot. pexels

Posłuchaj rozmowy

Introligatorstwo starsze niż średniowiecze

Choć za narodziny introligatorstwa jako wyodrębnionego zawodu zwykło się uznawać średniowiecze, jego korzenie sięgają znacznie dalej. Pierwszych śladów tej profesji należy szukać już w starożytności – wszędzie tam, gdzie pojawiły się pierwsze kodeksy, czyli zszywane ze sobą karty pergaminu.

Introligatorstwo jest prawdopodobnie tak stare jak zszywane ze sobą karty pergaminu. Początków tego rzemiosła można szukać już w helleńskim Egipcie czy Pergamonie, przy dwóch największych bibliotekach starożytnego świata – mówi Łukasz Suszek.

Od tamtych czasów zmieniły się narzędzia, materiały i technologie, ale sama idea pozostała zaskakująco podobna. Nadal chodzi o to samo – zszyć karty, zabezpieczyć blok książki i nadać mu trwałą, estetyczną oprawę. Wbrew pozorom współczesny tradycyjny introligator wykonuje swoją pracę w sposób bardzo zbliżony do dawnych mistrzów. Owszem, dzisiejsze materiały są lżejsze, trwalsze i łatwiejsze w obróbce. Nowoczesne kleje czy płótna znacząco różnią się od średniowiecznych odpowiedników. Jednak sama procedura pozostaje niemal identyczna. – "To wciąż jest zszywanie kartek i oprawianie ich w skórę albo płótno" – podkreśla. Jednocześnie zaznacza, że należy odróżnić tradycyjne rzemiosło od przemysłowego introligatorstwa, które funkcjonuje w nowoczesnej poligrafii. Tam dominują maszyny, produkcja seryjna i automatyzacja. Sam Łukasz Suszek jest samoukiem i świadomie korzysta wyłącznie z metod tradycyjnych.

Kilka lat temu powstało Stowarzyszenie Introligatorów Polskich – pierwsza organizacja zrzeszająca osoby wykonujące ten zawód metodami tradycyjnymi oraz miłośników artystycznych opraw. Jej celem jest nie tylko integracja środowiska, ale również ochrona dziedzictwa i popularyzacja rzemiosła poprzez konferencje, spotkania oraz działania edukacyjne.

Jeśli przestajemy o czymś mówić, to to po prostu znika – dodaje.

Jak pachnie pracownia introligatora?

Skórą i papierem. W moim przypadku jeszcze psią sierścią – mówi Łukasz Suszek.

Papier chłonie zapachy wyjątkowo łatwo, dlatego dym papierosowy jest jednym z największych wrogów książek.

Historyczne warsztaty introligatorskie funkcjonowały według jasno określonych zasad. Mistrz odpowiadał za projekt, kontrolował cały proces i wykonywał najbardziej prestiżowe elementy pracy – przede wszystkim złocenia oraz tłoczenia na skórze. Uczniowie i czeladnicy realizowali poszczególne etapy produkcji. Tak działały najlepsze warsztaty XIX i początku XX wieku.

Jednym z najwybitniejszych polskich introligatorów był krakowianin Robert Jahoda, którego pracownia do dziś uchodzi za wzór doskonale zorganizowanego zakładu rzemieślniczego. Przed II wojną światową podobnych artystów było w Polsce znacznie więcej. Tworzyli zarówno na zamówienie arystokracji i prywatnych kolekcjonerów, jak również dla instytucji publicznych oraz muzeów. Relacja mistrz-uczeń, która przez stulecia stanowiła fundament rzemiosła, niemal zanikła. Coraz mniej doświadczonych introligatorów przyjmuje praktykantów, a młodych ludzi zainteresowanych tą profesją jest niewielu. W środowisku panuje pełna równowaga między kobietami i mężczyznami. W Polsce działa wiele wybitnych introligatorek, które należą do ścisłej czołówki krajowych specjalistów.

Łukasz Suszek/fot. Aneta Hudzik

Każda książka ma swoją historię

W pracowni Łukasza Suszka trafiają zarówno XIX-wieczne wydania, jak i współczesne publikacje. Z punktu widzenia konserwatorów wszystkie książki wydane po 1800 roku uznawane są za książki współczesne. Obecnie pracuje między innymi nad nową oprawą "Cyberiady" Stanisława Lema oraz kilkoma egzemplarzami "Odysei" i "liady", które mają trafić do oferty antykwariatu i prywatnych zamawiających. Jednym z najbardziej wyjątkowych projektów było jednak pierwsze wydanie "Historycznego opisu miasta Krakowa" Ambrożego Grabowskiego, dzieła szczególnie ważnego dla historii miasta.

Granica pomiędzy rzemiosłem a sztuką w introligatorstwie bywa niezwykle cienka. Kiedy klient przychodzi z gotowym projektem, zadaniem introligatora jest wykonanie go jak najlepiej pod względem technicznym.

Wtedy nie roszczę sobie prawa do bycia artystą. Staram się po prostu wykonać najlepsze możliwe rzemiosło – mówi.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy projekt powstaje od podstaw w jego własnej pracowni. Wówczas może pozwolić sobie na większą swobodę twórczą. Książki historyczne powinny zachowywać charakter epoki. Ich oprawy należy odtwarzać z szacunkiem dla oryginału. Więcej miejsca na eksperyment pozostawiają wydawnictwa powojenne, których projekty graficzne często same w sobie stanowią dzieła sztuki.

Liczba tradycyjnych introligatorów w Polsce nie jest duża, a większość z nich wykonuje zawód od kilkudziesięciu lat, trudno mówić o jego końcu. W epoce masowej produkcji i cyfrowych treści ręcznie wykonana książka staje się czymś znacznie więcej niż przedmiotem użytkowym. Jest dziełem rzemiosła, obiektem kolekcjonerskim i nośnikiem kultury.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"