Granice Olszy II przez lata pozostawały nieostre. Rzeka Białucha naturalnie przecinała dawną Olszę, a linia kolejowa – zbudowana w czasie okupacji jako obwodnica transportowa dla niemieckiej logistyki wojennej – dołożyła kolejną, tym razem techniczną granicę. Dopiero współczesne programy rehabilitacji osiedli próbowały administracyjnie "dorysować" Olszy II wyraźny kontur. Mamy Olszę "starą" w rejonie Grzegórzek, Olszę I za Białuchą, wreszcie Olszę II – osiedle z wielkiej płyty, wciśnięte pomiędzy dawne Rakowice a późniejsze urbanistyczne wizje powojennego Krakowa. Gościem Sylwii Paszkowskiej był Mateusz Drożdż, radny Dzielnicy III, publicysta, współautor książki "Olsza II – osiedle nieważne?".
Posłuchaj rozmowy
Historia Olszy II odzwierciedla szersze procesy kształtowania się krakowskich osiedli w realiach PRL oraz długotrwałe konsekwencje planowania przestrzennego podporządkowanego szybkiemu zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych. Jednym z ciekawych wątków książki "Olsza II – osiedle nieważne?" jest niemal zupełny brak dokumentacji fotograficznej z okresu budowy Olszy II.
Mam taką teorię, że Olsza II nie została sfotografowana w latach, kiedy była budowana – czyli tych latach, które najbardziej interesowały nas podczas tego projektu – ponieważ nie było tam tramwaju. Henryk Hermanowicz, słynny krakowski fotografik, na Wieczystą dojechał, ponieważ obok była linia tramwajowa, a tam, gdzie jej nie było, to już się nie fatygował. Przez to właśnie materiał zdjęciowy wydawał się niemożliwy do ogarnięcia. Dzięki temu, że prezes wydawnictwa był mieszkańcem Olszy przez 20 lat, zdjęcia udało się pozyskać – mówi Mateusz Drożdż.
To zdjęcia unikatowe – niepozowane kadry z budowy, z życia codziennego, z czasów, gdy bloki wyrastały pośród pól rakowickich. Zanim pojawiły się bloki, były pola, gospodarstwa, domy kryte dachówką i strzechą, furmanki świadczące usługi transportowe, a nawet zabytkowy młyn z XVI wieku. Rakowice, Olsza i Prądnik Czerwony włączono do Krakowa w czasie okupacji, ale przez lata zachowały wiejski charakter. Dopiero potrzeby rozbudowującej się Nowej Huty – kombinatu wymagającego wielu pracowników – uruchomiły wielką falę urbanizacji. Olsza II, Ugorek, Wieczysta miały "wypełnić dziurę" pomiędzy starym Krakowem a hutniczym miastem. To był moment gwałtownego przejścia z krajobrazu pól i młynów w krajobraz klatek schodowych i prowizorycznych dróg.
Wspomnienia mieszkańców Olszy II brzmią znajomo dla każdego, kto pamięta realia osiedli PRL – błoto zamiast chodników, brak wiat na przystankach, rzadkie i przepełnione autobusy. Do tramwaju trzeba było iść pieszo kilkadziesiąt minut, często w gumowcach, które zmieniało się u znajomych gospodarzy na normalne buty przed pójściem do pracy. Najpierw bloki, potem reszta – to schemat znany z wielu osiedli powojennej Polski. Olsza II nie była wyjątkiem. Sklepy, szkoły, przedszkola, tereny zielone – wszystko pojawiało się z opóźnieniem.
Pytajnik w tytule książki nie jest przypadkowy. Olsza II była nieważna w sensie miejskiej polityki pamięci – słabo opisana, rzadko fotografowana, administracyjnie rozmyta, ale dla mieszkańców była i jest ważna: jako miejsce pierwszego mieszkania, wychowania dzieci, codziennych zmagań i małych radości. To właśnie te mikrohistorie składają się na prawdziwą historię miasta.