Kiedy myślimy dziś o fotografii, pierwsze skojarzenie to telefon - szybki kadr, błyskawiczna publikacja, lajki, archiwum zapchane tysiącami ujęć. Ale czy zdjęcia robione w biegu, często bez zastanowienia, mają duszę? Czy faktycznie coś nam zostawiają? Liceum plastyczne to przestrzeń, gdzie młodzież z pasją zanurza się w świat kliszy, czerwonego światła i poszukiwania własnego artystycznego głosu. Gośćmi Georginy Gryboś w kolejnej audycji Przed hejnałem byli Marcin Makówka oraz Aleksandra Małyszek z Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych im. Jana Matejki w Nowym Wiśniczu.
Fotografia, która ma sens
W Liceum Plastycznym w Nowym Wiśniczu uczniowie uczą się dwóch światów fotografii - cyfrowego i analogowego. O ile cyfrowość jest dziś naturalnym środowiskiem młodzieży, to właśnie praca z kliszą, chemikaliami i ręcznym wywoływaniem zdjęć otwiera nowe drzwi do twórczości.
Ta ciemnia to miejsce, gdzie dzieją się cuda. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam, jak z czerwonego światła wyłania się zdjęcie, które sama zrobiłam, to był moment magiczny. Tego nie da się porównać z przeglądaniem rolki w telefonie – mówi Aleksandra Małyszek.
Marcin Makówka od lat prowadzi zajęcia z fotografii. Jego podejście to mieszanka technicznej precyzji, ogromnej pasji i humoru.
Mam taki lekki stand-up na początku każdej lekcji, ale potem przychodzi czas na prawdziwą pracę. I tu nie chodzi tylko o klikanie migawką. Uczę ich przez pięć lat, jak naprawdę robić zdjęcia – mówi Marcin Makówka.
Dla nauczyciela sukcesem nie jest armia młodych fotografów z perfekcyjnie ustawionym balansem bieli. Sukces to ten moment, gdy w oczach ucznia zapala się iskra i fotografia przestaje być zadaniem, a staje się sposobem na wyrażanie siebie.
(cała rozmowa do posłuchania)
Posłuchaj wypowiedzi
Fotografia jako narracja
Nasze zadania szkolne nie są sztywne. Dostajemy temat, ale to tylko punkt wyjścia. Potem już wszystko zależy od nas. Każdy z nas tworzy własną opowieść – mówi Aleksandra Małyszek.
Wśród zadań są eksperymenty z kolorem, światłem, autoportret, a także fotoreportaż - choć ten ostatni, nieco mniej rezonuje z artystyczną duszą uczniów.
Nawet jeśli nie każdy zostanie artystą w klasycznym rozumieniu, to każde z tych zadań jest cegiełką w budowaniu świadomości twórczej. - "Jeśli w jednej klasie znajdzie się dwójka, trójka uczniów, którzy złapią bakcyla, to już sukces".
Podstawą pracy w szkole jest solidny warsztat - zarówno w technice analogowej, jak i cyfrowej. Uczniowie uczą się obsługi aparatów z manualnymi ustawieniami, a w szkolnej ciemni mogą wywoływać zdjęcia jak za dawnych czasów.
Bez znajomości rzemiosła trudno mówić o prawdziwej twórczości - podkreśla Marcin Makówka.
Dlatego uczniowie nie tylko eksperymentują, ale też uczą się konkretów: jak operować światłem w studiu, jak rozumieć kolor, jak tworzyć narrację w serii zdjęć. W ostatnim roku nauki dostają niemal pełną wolność twórczą. Wybierają temat dyplomu, technikę, formę - wszystko zależy od nich, ponieważ ostatecznie chodzi o to, by fotografią opowiadać siebie.
Wielu z nas przyszło tu z myślą, że fotografia to po prostu zawód. Z czasem odkrywamy, że może być czymś dużo więcej. Nie musi być komercyjna, że może być osobista, głęboka, eksperymentalna. I to jest najpiękniejsze – mówi Aleksandra Małyszek.
Fotografia nie jest tylko techniką. Jest narzędziem poznawania świata i siebie. Wymaga cierpliwości, skupienia, odwagi. Ale w zamian daje coś, czego nie da żaden smartfon: prawdziwą opowieść. I może właśnie w tym tkwi siła fotografii XXI wieku - w powrocie do tego, co ludzkie. Do światła, cienia i uważnego spojrzenia.