Przed hejnałem: Katarzyna Jamróz wystąpi w najbliższą niedzielę w Nowohuckim Centrum Kultury.
Posłuchaj wypowiedzi
Jamróz można słuchać i oglądać na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego od 7 lat, jako Manuelę Frenetico w sztuce „Tango Piazolla” z muzyką Astora Piazzolli w reżyserii Józefa Opalskiego. – Nadal mamy pełne sale – mówiła w „Przed hejnałem”.
Na studiach występowała w rockowym zespole Malowany Ptak, później śpiewała gospel, w repertuarze ma pieśni żydowskie, teraz tango. – W jakim gatunku się najlepiej czuję? Najlepiej czuję się w charakterze osoby stojącej przy pomidorowej, przy dobrym gulaszu albo robiącej coś w kuchni. To gatunek mi najbliższy.
Kiedyś powiedziała, że jest jak Leon Zawodowiec. – Chodziło o kwiatek – mówiła. – Wszędzie, gdzie jestem, muszę mieć przy sobie kwiatek, najlepiej w doniczce. Liczę na to, że gdzieś go posadzę.
– Mam nadzieję, że czasy się zmienią i nie będzie ważne, że nie tańczyłam z kolejną gwiazdą albo jakaś gwiazda ze mną – mówiła o swojej popularności. – Nie mam telnetu do chadzania, bywania, bycia celebrytką.
Czy bycie śpiewającą aktorką jest pułapką? Czy kiedy raz znajdzie się na tej półce, trudno wrócić do ról dramatycznych? – Świętej pamięci prof. Bardini mówił, że nigdzie na świecie nie ma pojęcia „piosenka aktorska” – mówiła. – Barbara Streisand nie śpiewa piosenki aktorskiej, tylko po prostu genialnie śpiewa. To nie przeszkadza, żeby Barbara grała w filmach, żeby je reżyserowała. – Jamróz przyznała, że w Polsce tak nie jest.
Bartosz Kondziołka, Marlena Zając