Przed hejnałem: 4 maja kominiarze obchodzili swoje święto. Świętowała także pani Monika Cichoń, jedyna w Małopolsce pani kominiarz.
Posłuchaj wypowiedzi
Na dachach spędza nawet 10-12 godzin dziennie. Ma dyplom z marketingu, doświadczenie w firmie kosmetycznej, miała możliwość zostania jubilerem, została kominiarzem. – Kominiarstwo wyszło mi przez przypadek – mówiła. – Jubilerem nie zostałam, bo siedzenie przy biurku i piłowanie pierścionków... Nie dam rady. Dłużej, jak dwie godziny, nie wysiedzę. Codziennie robienie tego samego w marketingu, czyli dzwonienie po mediach i umawianie, się jest nudnawe. Zawód kominiarza, to codziennie coś innego. Kominy są takie same, a każda praca i każdy budynek jest innym przypadkiem.
Jak zainteresowała się typowo męskim zawodem? – Kupiłam działkę od kominiarza, od mistrza i przy grillku, przy flaszeczce, mówię: "Czym się zajmujesz?", a on na to: "Jestem kominiarzem", "Poważnie?, "Tak", "Opowiedz mi o tym zawodzie". – Na drugi dzień mistrz przyniósł sprzęt, pokazał jej pracę i później przyjął.
Na dzień dzisiejszy Cichoń prowadzi własną działalność. Wcześniej nie było łatwo. W Krakowie nie została dopuszczona do egzaminów. Dyplom czeladnika i mistrza otrzymała w Poznaniu. – Nie wiem, z czego to wynikało – mówiła.
Jak zaznaczyła praca kominiarza jest odpowiedzialna. – Bierze się odpowiedzialność za życie drugiej osoby.
Bartosz Kondziołka, Marlena Zając