Od ponad trzech dekad pozostaje jednym z najważniejszych głosów polskiej piosenki literackiej. Jego muzyka łączy w sobie melancholię z poczuciem humoru, refleksję z subtelną ironią. Grzegorz Turnau, wokalista, pianista, aranżer, kompozytor i poeta, nieustannie odnajduje nowe sposoby, by mówić o tym samym – o czasie, miłości, przemijaniu i uważności. W rozmowie z Sylwią Paszkowską opowiedział o najnowszej płycie "Szósta godzina", o miłości i o tym, że warto się zatrzymać.
Muzyka do wyciszenia
Muzyka była dla niego zawsze miejscem refleksji i zatrzymania. Współczesny świat przyspieszył do tego stopnia, że coraz bardziej tęsknimy za spokojem, a piosenka staje się schronieniem przed hałasem i nadmiarem bodźców. To dlatego jego utwory, mimo że często melancholijne, pozwalają słuchać uważniej. Ta potrzeba spokoju jest szczególnie obecna w najnowszym albumie "Szósta godzina".
Szósta godzina od wschodu słońca. U nas byłoby to trochę wcześniej, ale ja myślę o 14:00, ponieważ w tych krajach, w których jest sjesta, to jest ok. 13/14. Ta szósta godzina, kiedy szuka się tylko cienia i myśli o rzeczach, które możemy mieć przed oczami, ale są to oczy duszy. Zamykamy je i wyobrażamy sobie różne rzeczy – mówi Grzegorz Turnau.
Grzegorz Turnau przez lata interpretował teksty wybitnych poetów – od Leszka Moczulskiego i Adama Zagajewskiego po Józefa Czechowicza. Na płycie "Szósta godzina" po raz pierwszy tak wyraźnie pozwala przemówić własnym słowom. Pisze teksty, które nie są przeciwstawne poezji swoich mistrzów, ale raczej stanowią jej kontrapunkt – osobisty i dojrzały.
Z wiekiem człowiek pozbawia się różnych ograniczeń. Pomyślałem, że może wreszcie napiszę trochę sam tych tekstów, ponieważ wiedziałem, o czym one mają być. Skoro były w miarę przyzwoite, to je zostawiłem. A moje teksty w jakimś stopniu są rewersem tych poetyckich utworów. Jeżeli ktoś będzie miał na tyle czasu i cierpliwości, by je prześledzić, to może zauważy.
Nie brakuje tu jednak jego charakterystycznego humoru i dystansu. - "Żyjemy w czasach szalonej dosłowności i braku pewnego instynktu odbioru żartu, ironii, sarkazmu" – dodaje. Coraz trudniej nam żartować. Tym bardziej docenia piosenkę jako przestrzeń dla subtelności i metafory. Może rzeczywistość staje się coraz głośniejsza, to dobra piosenka wciąż potrafi mówić szeptem.
(cała rozmowa do posłuchania)
Posłuchaj wypowiedzi
Czas, który nie jest stracony, miłość i drobiazgi
Motyw czasu powraca w jego wypowiedziach nieustannie. - "Stracić czas a utracić czas. Wolałbym powiedzieć, że pogodziłem się z tym, że czas za mną jest już utracony. Natomiast boję się tracić czas, czyli robię wszystko, by go nie stracić" – mówi. Jego muzyka jest próbą oswojenia tej utraty, próbą zatrzymania w dźwięku i słowie. Nie ucieka od refleksji nad przemijaniem. W jego utworach wiele jest o czasie, ale nie tylko. Pojawia się także miłość. Mówi o niej z ostrożnością.
To jest delikatna sprawa. Miłość jest wszystkim, co istnieje. Jej form jest wiele i pomysłów, jak okiełznać ten nieopisany stan. Miłość – przecież w tym słowie zawiera się wszystko: cierpliwość, czułość czy troska.
W utworze "Gdybyś", który dedykował żonie Maryni, udało mu się zawrzeć tę czułość – prostą, ale pełną znaczeń. Na płycie "Szósta godzina słychać" jest nie tylko jego głos i fortepian, ale także flet żony, kwartet smyczkowy Atom String Quartet i przyjaciół – Roberta Kubiszyna, Cezarego Konrada, Leszka Szczerbę. To muzyczna wspólnota, która dojrzewała razem z nim. W tej wspólnocie jest coś więcej niż tylko dźwięk, jest zaufanie, przyjaźń i czas, który, choć utracony, nie został stracony.
Jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Nie mam ani zastrzeżeń, ani żadnych resentymentów, że mogłoby być inaczej. Bardzo się cieszę z sytuacji, w której jestem teraz. Wydaje mi się, że mam dobrą relację z ludźmi, kontakt.
Od lat udowadnia, że można śpiewać o rzeczach prostych, ale nie banalnych. Można być artystą współczesnym, nie goniąc za modą, żyć we właściwym miejscu i czasie. Jego "Szósta godzina" to nie tylko płyta, ale także zaproszenie do zatrzymania się, do spojrzenia w głąb siebie.