Multicooker – prawdziwą rewolucje przezywają turbo-hiper-prosto-gotujące urządzenia. Kiedyś istniała tylko jedna firma która sprzedawała nam taką koncepcje gotowanie a teraz możemy wybierać w zależności od naszego portfela no i podniebienia.
Zakup nie jest tani od 700 zł do kilku tysięcy. Multicoockery przeważnie oferują nam setki a nawet tysiące przepisów, których możemy użyć. Wystarczy wykonywać kolejne kroki z załączonej książki kucharskiej lub eksperymentować, ze wszystkim tego konsekwencjami. Droższe modele książkę kucharką mają wbudowaną w urządzenie. Na wyświetlaczu krok po kroku mówią nam co robić.
Nie zawsze się udaje, ale chyba łatwiej gotować w ten sposób osobom, które normalnie w kuchni się nie przydają. Nie kwestionują poprawności przepisu. Niezbędna jest umiejętność czytania ze zrozumieniem, tak więc – wbrew słowom reklamy - nie jest to rozwiązanie dla każdego.
Zostańmy przy gadgetach kuchennych – jeżeli podczas wakacji kupowali państwo pieczonego ziemniaka za 15 zł, który został sprytnym urządzeniem pokrojony a potem smażony na głębokim oleju, to chyba mam tu przygotowaną istotną informację. Taką małą korbkę, która przerabia ziemniaka w sprężynkę o dużym potencjale finansowy, bo raczej nie kulinarnym, mogą państwo kupić za 10 zł. Nie wiem czy w domu dzieci będą nadal zainteresowane tak dziwną frytką, ale zawsze mogą państwo otworzyć biznes na Floriańskiej czy przy Krupówkach. Najlepiej zaraz obok misia z którym zdjęcie można zrobić za 40 zł.
Wśród gadgetów do kuchni nic więcej mnie już nie zaskoczyło. No może tylko konewka z której można lać sos lub oliwę do sałatki. Jest niezbędna w domu…