– Czasem wspominam zajęcia praktyczne ze studentami, które wiosną prowadziłem w terenie. Braliśmy sekatory, woreczki, szliśmy do starego, zaniedbanego sadu i wycinaliśmy fragmenty gałęzi. Potem wszystko przenosiliśmy do laboratorium. Pod lupą stereoskopową dokładnie oglądaliśmy, co na tych pędach się znajdowało. Nie mieliśmy pojęcia, że weszliśmy w zupełnie nowy świat. Świat organizmów, które nie są w ogóle widoczne gołym okiem. Najczęściej były to zwierzęta, ale zdarzały się grzyby, które były jakoś ze sobą powiązane i posiadały określoną rolę w przyrodzie. Jak się popatrzyło przez lupę binokularną, to okazało się, że to są setki, tysiące, ponieważ czasami było to kilka warstw jajeczek złożonych przez przędziorka owocowca. Dopiero wtedy pod lupą widziało się, ja zawsze mówię "piękno", ponieważ one były regularnie, okrągłe, czerwone. Takie koraliki – mówi prof. Kazimierz Wiech, a pani Alicja Zięba-Wiech kończy opowieść wierszem.