Wtorek, 27 paź 9 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Ciało jako płótno. Art Color Balet i bodypainting

19 września na scenie Nowohuckiego Centrum Kultury zostanie pokazany "Kryptonim 27" – widowisko muzyczne inspirowane twórczością Zdzisława Beksińskiego. Za spektaklem stoi Agnieszka Glińska, artystka sztuk wizualnych, reżyserka, tancerka i choreografka, założycielka oraz wieloletnia dyrektorka Art Color Baletu. Teatr ten łączy taniec, malarstwo, bodypainting, światło i muzykę wykonywana na żywo. Więcej w rozmowie z Sylwią Paszkowską opowiedziała Agnieszka Glińska.

Ciało jako płótno. Art Color Balet i bodypainting
"Kryptonim 27" Art Color Ballet/fot. Piotr Jaruga

Posłuchaj rozmowy

Ciało staje się płótnem

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Art Color Baletu jest bodypainting. Nie jest to wyłącznie dekoracja. Zainteresowanie malowaniem ciała ma swoje źródła w fascynacji tradycyjnymi kulturami i rytuałami. Agnieszkę Glińską interesowało to, dlaczego ludzie zmieniają wygląd swoich twarzy i ciał za pomocą błota, gliny czy pigmentów.

Bardzo fascynowały mnie tradycyjne plemiona etniczne. W jakiś sposób przemieniają swoją twarz i charakteryzują. Zawsze mnie też zastanawiało, dlaczego oni to robią – mówi Agnieszka Glińska.

Przełomowe okazały się wyjazdy na World Bodypainting Festival. Gdzie można było poznać techniki, materiały i artystów z całego świata. Do Polski przywoziła całe kufry farb i narzędzi, a następnie eksperymentowała z nimi po swojemu. Artystkę interesowało coś innego – ciało jako element większej struktury.

Dopiero pięciu, dziesięciu, dwudziestu tancerzy tworzy jednorodny organizm, jednorodną formę, która coś przedstawia. Czasami bodypainting zupełnie przy jednej osobie nie do końca jest wymowny. Dopiero w choreografii, w świetle i dynamice tych elementów nabiera wyrazu i sensu – dodaje.

Za spektakularnym efektem scenicznym stoi żmudna praca. Przy 15 czy 18 tancerzach potrzebnych jest od ok. 8 do 10 plastyków. Nie wystarczą jednak osoby zajmujące się wyłącznie charakteryzacją. Współpracownicy muszą być wszechstronnymi artystami – malować, rysować, a czasem także rzeźbić. Ma to znaczenie między innymi przy skomplikowanych fryzurach wykonywanych z gliny. Sama charakteryzacja całego zespołu zajmuje ok. 3 do 4 godzin. Paradoks polega na tym, że efekt tak długiej pracy może zniknąć w ciągu kilkunastu minut.

Przepięknie wykonany bodypainting wytrzymuje na scenie, w zależności od tego, jaką kto ma dynamikę i na ile się spoci, maksymalnie piętnaście, dwadzieścia minut – wyjaśnia.

Pot, ruch i światło sprawiają, że farba zaczyna się rozmazywać. Dlatego w trakcie spektaklu bodypainting bywa uzupełniany elementami kostiumu lub scenografii imitującymi malowanie ciała. Tancerz przechodzi więc na scenie kolejną transformację. Kiedy tancerze są już pomalowani i widzą się w lustrze, zmienia się ich sposób patrzenia na siebie. – "Jest to rodzaj włożenia innej skóry, oni czują dodatkowy zastrzyk energii. Transformacja fizyczna i psychiczna postrzegania siebie" – dodaje.

"Kryptonim 27" Art Color Ballet/fot. Piotr Jaruga

"Kryptonim 27"

"Kryptonim 27" powstał z myślą o otwarciu Galerii Zdzisława Beksińskiego w Nowohuckim Centrum Kultury. Pomysł pojawił się dość nieoczekiwanie, a punktem wyjścia był warsztat bodypaintingu zorganizowany w pomieszczeniach NCK przeznaczonych do remontu. Przestrzeń okazała się na tyle interesująca, że artyści postanowili ją wykorzystać. Malowali ściany, pracowali ze światłem, dokumentowali efekty na zdjęciach i filmach. Ich działania obserwowali przedstawiciele NCK. Później pojawiła się propozycja przygotowania spektaklu na otwarcie Galerii Beksińskiego. Artystka nie chciała zrobić kolejnego przedstawienia, w którym reprodukcje obrazów Beksińskiego pojawiałyby się na ekranie w tle. Zamiast tego rozpoczęła wielomiesięczne poszukiwania. Sięgała nie tylko do malarstwa i fotografii. Czytała listy i opowiadania, oglądała rozmowy i materiały filmowe. Chodziło o dotarcie do warstw, których nie widać na pierwszy rzut oka, oglądając album z jego obrazami.

To jest w jakiś sposób moja refleksja na temat tego, w jaki sposób ja odbieram Beksińskiego, w jaki sposób to czuję, w jaki sposób to zinterpretowałam – mówi.

Spektakl trwa ok. godziny i dwudziestu minut. Materiału, który mógł się w nim znaleźć, było jednak znacznie więcej. Trzeba było selekcjonować i upraszczać, by widowisko pozostało czytelne dla widza.

Agnieszka Glińska/fot. Sylwia Paszkowska

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • 20-letni sołtys Cikowic chce głosować za własnym odwołaniem. W tle konflikt z proboszczem

  • Bruk-Bet Termalica melduje się w 1/8 finału Pucharu Polski

  • Groźny wypadek na rynku w Nowym Sączu. BMW wjechało na chodnik i potrąciło pieszego

  • Olkuska bomba ekologiczna do likwidacji. Jest chętny na wywóz 800 ton odpadów

  • Pijany kierowca uciekał przed policją w Krakowie. Miał ponad 2 promile i był poszukiwany

  • Kiedy poznamy skalę nadużyć w polskim Kościele? Przewodniczący komisji podał termin końcowego raportu