W sobotę w krakowskim Teatrze Ludowym premiera "Tramwaju zwanego pożądaniem" w nowym tłumaczeniu Jacka Poniedziałka. Sylwia Paszkowska porozmawiała z Beatą Schimscheiner, aktorką Teatru Ludowego w Krakowie, która od ponad trzech dekad jest wierna jednej scenie, a mimo to wciąż potrafi zaskakiwać. Opowiedziała o pokorze, sile marzeń i o tym, dlaczego lubi grać kobiety "brzydkie, złamane, emocjonalne".
Marzenie z dzieciństwa, które wydawało się niemożliwe
Kiedy była dziewczynką, nie przyznawała się nikomu, że chce być aktorką. - "To było dla mnie coś nierealnego. Nie pochodziłam z rodziny, która miała jakikolwiek kontakt z teatrem czy kulturą. Rodzice nigdy nie zabrali mnie na spektakl. Wydawało mi się, że marzenie o scenie byłoby powodem do śmiechu" – mówi Beata Schimscheiner.
Spektakl dla dorosłych na Scenie Pod Ratuszem
Mimo zniechęceń i sceptycyzmu ojca postanowiła spróbować. Najpierw dostała się do białostockiego wydziału lalkarskiego, ponieważ wydawał się "łatwiejszy i bardziej dostępny". Los, jak to często w teatrze bywa, napisał własny scenariusz. Przypadkowa rozmowa z koleżanką z akademika sprawiła, że potajemnie zdała do Krakowa na wydział dramatyczny.
Pojechałam, nie mówiąc nikomu. I udało się. Dzisiaj myślę, że ten Kraków po prostu był mi przeznaczony. Pamiętam, jak przyjechałam z mamą Krakowa, miałam może cztery lata. Stanęłyśmy na Rynku, spojrzałam na wieżę Mariacką i pomyślałam: chciałabym tu kiedyś mieszkać – wspomina Beata Schimscheiner.
Nie ciągnęło ją do ról "pięknych pań w eleganckich sukniach". Wręcz przeciwnie. Zawsze wolała grać "brzydule, pokraki, kobiety z bagażem emocji", ponieważ były ciekawsze. W takich postaciach można coś odkryć, coś przekazać widzowi. Teatr musi śmieszyć i wzruszać jednocześnie. Jej ulubione role to te, które balansują między komedią a dramatem. Uwielbia, gdy widz wychodzi z teatru z pytaniem, z czego to właściwie się śmiał?
(cała rozmowa do posłuchania)
Posłuchaj wypowiedzi
"Tramwaj zwany pożądaniem". Odwaga i nowoczesne spojrzenie
W nowym spektaklu w reżyserii Teatru Ludowego gra niewielką rolę, ale z uśmiechem przyznaje, że to daje jej wyjątkową perspektywę. - "Siedzę za kulisami, czekam na swoje wejście i patrzę na młodych. Jak oni grają! Jak interpretują te postacie. To jest zupełnie inne spojrzenie niż w klasycznym filmie z Brando i Vivien Leigh. Teatr na tym właśnie polega, że każda epoka czyta klasykę po swojemu. Gdybyśmy mieli nie grać tego, co już kiedyś było zagrane, to nikt nie grałby Chopina".
O teatrze mówi z ogromną pasją, ale wie, że to trudny zawód. Godziny czekania na planie filmowym, w teatrze, garderobie. - "I nogi! To moje największe zaskoczenie, jak bardzo mogą boleć od stania, nawet gdy pozornie się nie ruszasz". Nigdy nie żałowała wyboru. Wie, że nie mogłaby robić nic innego. Scena to miejsce, w którym może być sobą i jednocześnie kimś zupełnie innym.