Często mówi się o kobiecej przyjaźni, rzadko o kobiecej rywalizacji. A to dobry moment. Po raz pierwszy w historii polskiej polityki dwie największe partie do wyborczego zwycięstwa będą prowadzić kobiety. Kampanijne starcie Ewy Kopacz z Beatą Szydło nie jest wyłącznie polityczne. Fakt, że w rolach głównych obsadzone zostały kobiety sprawia, że rywalizacja przenosi się na zupełnie inny poziom. Wygląd, sposób mówienia i styl bycia – to kryteria, które zaczynają się liczyć bardziej niż kiedykolwiek. A jak mówią badania, Polki robią się coraz bardziej agresywne i chociaż rzadko używamy siły fizycznej, to jesteśmy mistrzyniami agresji słownej. O obliczach kobiecej rywalizacji rozmawiamy w Radiu Kraków.
Posłuchaj wypowiedzi
Gośćmi programu są: Natalia de Barbaro, psycholog społeczny, socjolog, trener umiejętności społecznych,
Małgorzata Krzysica, aktorka, wokalistka.
- Wygląda na to, że wszystkie partie stawiają na kobiety. Realizuje nam się scenariusz z Seksmisji?
Natalia de Barbaro: Przeciwnie, idziemy w stronę czegoś, co jest normalne. W krajach, gdzie większość obywateli stanowią obywatelki, to naturalną rzeczą jest to, że reprezentować będą ich kobiety. Idziemy w stronę tego zadania, które ma realizować demokracja.
Małgorzata Krzysica: Kolejne partie sięgają po kobiety. Wyobraziłam sobie, że te kobiety siedzą na półkach i czekają, aż ktoś je w końcu zauważy. Może w tym jest jakaś prawda, że kobiety czekały, by móc zaistnieć również w polityce.
- Czekały ze swoimi kompetencjami.
Małgorzata Krzysica: To znaczy, że były gotowe, że nie były mniej inteligentne, mniej przygotowane, mniej myślały. Były gotowe, by zaistnieć na scenie politycznej, a dzieje się to dopiero teraz.
- A nie boli was to, że kiedy mówimy o kobietach w polityce, bardzo często skupiamy się na tym, jak one wyglądają, jak mówią?
Natalia de Barbaro: Jest taki nurt, bo kobiety przez dziesięciolecia były sprowadzane do swojej fizyczności i do obszaru domowego. My się teraz uczymy nowego spojrzenia na kobiety, spojrzenia takiego samego jak na mężczyznę. W odruchowy sposób patrzymy na to, jak wygląda kobieta - polityk, komentujemy jej ubiór, a potem słuchamy to, o czym mówi. Warto to kontrolować, bo kobiety mają tyle samo do powiedzenia w przestrzeni publicznej, co mężczyźni.