Aktualnie to najgorętsze nazwisko reżyserskie w Polsce. Kordian Kądziela, reżyser, scenarzysta i laureat nagrody im. Janusza Morgensterna "Perspektywa" za najbardziej obiecujący debiut – "LARP. Miłość, trolle i inne questy". Widzowie znają go też jako współtwórcę serialu "1670", jednej z najoryginalniejszych i najbardziej cytowanych polskich produkcji ostatnich lat. Ale za humorem i pastiszem kryje się wrażliwy obserwator i autor, który o komedii mówi z powagą. Więcej opowiedział w rozmowie z Sylwią Paszkowską.
Powrót do świata młodości - „LARP. Miłość, trolle i inne questy”
Kordian Kądziela wychowywał się w Głogówku, miasteczku, które na zawsze odcisnęło ślad w jego estetyce. To właśnie w krajobrazach małych miejscowości, pełnych boazerii, metaloplastyk, reżyser odnajduje przytulny świat, ciepły i znajomy, ale też powoli znikający. W "LARP-ie" odtworzył go w Ziębicach. Filmowy debiut Kordiana Kądzieli to opowieść o dojrzewaniu i ucieczce w fantazję, rozgrywająca się na granicy rzeczywistości i świata wyobraźni. Tytułowy LARP, czyli gra terenowa w klimacie fantasy, staje się tu metaforą młodzieńczego poszukiwania tożsamości. Dla twórcy nie jest to temat przypadkowy, ponieważ sam jako nastolatek uczestniczył w takich grach, wcielając się w elfy, kupców i bohaterów z wyobraźni.
Pierwszy LARP, w którym brałem udział, był trzydniowy, bez przerwy było się tą postacią. W nocy też nie wychodziło się z roli. Trzeba było pilnować jakiegoś grodu, bo mogli go zaatakować orkowie. Po takich trzech dniach odgrywania postaci, wyjście z tego to było jak wybudzenie się z jakiegoś snu. I wtedy poczułem, że przeżyłem coś niezwykłego – mówi Kordian Kądziela.
"LARP. Miłość, trolle i inne questy" to film, który łączy energię młodości z dojrzałością obserwacji. Krytycy chwalą go za autentyczność, subtelny humor i umiejętność opowiadania o nastolatkach bez uproszczeń. Jury nagrody im. Janusza Morgensterna nie miało wątpliwości i Kordian Kądziela został uhonorowany tytułem najbardziej obiecującego debiutanta roku. Mimo że "LARP" to film o młodości, Kordian Kądziela znany jest też z zupełnie innego oblicza – jako współreżyser kultowego już serialu "1670". Wraz z Maćkiem Buchwaldem stworzył uniwersum, które w nieoczywisty sposób łączy historię z absurdem i współczesnym komentarzem społecznym.
Wiem, że Maćka też bolało, że komedia zaczęła być traktowana w Polsce po macoszemu. Powstało wiele złych polskich komedii i panowało takie poczucie, że to jest niepoważne, a jak niepoważne, to robimy to trochę na pół gwizdka – mówi Kordian Kądziela.
Klucz do dobrej komedii to traktowanie jej serio – zarówno w pisaniu, jak i w graniu. - "Komedię należy napisać bardzo precyzyjnie, zaplanować każdy żart, by działał pod każdym względem. Granie jej jak dramatu, a nie jak komedii. Komedia nie znosi gry komediowej, a to nie jest wcale takie oczywiste wśród aktorów - dodaje Kordian Kądziela.
(cała rozmowa do posłuchania)
Posłuchaj wypowiedzi
"Adamczycha" jako fenomen kulturowy
W „1670” Kordian Kądziela i Maciej Buchwald zbudowali z rozmachem świat polskiej szlachty, który z miejsca podbił serca widzów. Współpraca z twórcą uniwersum, scenarzystą Kubą Rużyłło oraz ogromne zaangażowanie całej ekipy – od scenografów po operatora Nilsa Krone, zaowocowały serialem dopracowanym w najmniejszym szczególe. Fenomen "1670" przerósł oczekiwania twórców. Cytaty z serialu weszły do codziennego języka, a piosenka "Jaka piękna jest Adamczycha bez Andrzeja" trafiła na listy przebojów.
Każdy ma swojego Andrzeja. To wszystko przerosło nasze oczekiwania. Ludzie szybko zaczęli cytować ten serial, pokazywać swoje zainteresowanie w memach, rolkach i różnych przeróbkach. To się wydarzyło bardzo szybko i na ogromną skalę – mówi Kordian Kądziela.
Kordian Kądziela lubi pojawiać się w swoich produkcjach. Nie w roli głównej, raczej przemyka gdzieś w tle. W "1670" stało się tradycją, w kadrach można dostrzec samych reżyserów, scenarzystów, a nawet operatora. Chętnie wraca on do współpracy z tymi samymi aktorami, budując coś w rodzaju filmowej rodziny. Bartłomiej Topa, Martyna Byczkowska, Michał Balicki czy Filip Zaremba pojawiają się u niego w różnych konfiguracjach, przenosząc energię z planu na plan.
Kino Kordiana Kądzieli to świat balansujący między melancholią a absurdem. Niezależnie, czy opowiada o licealistach w kostiumach elfów, czy o siedemnastowiecznej szlachcie, jego bohaterowie zawsze zmagają się z własną niedoskonałością.
Uważam, że w komedii powinno być dużo smutku i to się nie wyklucza. Jeżeli pokazujemy bohatera komediowego ze wszystkimi jego mniej wesołymi warstwami charakteru, smutkami, to wtedy bardziej w niego wierzymy. Staje się na ekranie człowiekiem z krwi i kości – mówi Kordian Kądziela.
W świecie, w którym ironia często zastępuje emocje, przypomina nam, że śmiech może być równie głęboki jak wzruszenie.