Jak rozmawiać z człowiekiem, który stracił kogoś bliskiego? Co powiedzieć, a czego lepiej nie mówić? Jak pomóc, kiedy słowa wydają się niewystarczające, a codzienność po stracie staje się trudna do udźwignięcia? W książce "Bez skóry. Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie" Agnieszka Taborska (pisarka, tłumaczka i historyczka sztuki) przygląda się doświadczeniu utraty i życiu po śmierci najbliższej osoby. Jej książka to osobista i literacka opowieść, która powstała niedługo po śmierci jej męża, Marcina Giżyckiego. Autorka nie tworzy poradnika ani uniwersalnego przepisu na przeżywanie żałoby. Dzieli się własnym doświadczeniem i pokazuje, jak ważne są obecność oraz wolność przeżywania bólu na własnych warunkach. Więcej opowiedziała w rozmowie z Sylwią Paszkowską.
Posłuchaj rozmowy
Brakuje nam słowa na rozpacz po stracie
Bardzo ważnym tematem jest samo rozumienie żałoby. W polszczyźnie możemy mówić o smutku, żalu, bólu czy rozpaczy, ale żadne z tych określeń nie oddaje w pełni specyfiki tego doświadczenia. Smucić można się z wielu powodów, podobnie jak rozpaczać. Nie mamy jednak jednego słowa, które precyzyjnie nazywałoby rozpacz wynikającą z utraty bliskiego człowieka.
"Grief", czyli smutek, rozpacz, ale spowodowany stratą. My tego nie mamy. Smucić się można ponurym listopadem. Jednego słowa określającego rozpacz, która została wywołana stratą, nie mamy – mówi Agnieszka Taborska.
Sama niechętnie posługuje się również słowem "żałoba", ponieważ kojarzy jej się ono z narzuconym społecznie schematem. Przywołuje wiktoriańskie zwyczaje, zgodnie z którymi wdowa miała nosić czarne ubrania i woalkę, a przez rok nie odwiedzać innych ani nie przyjmować gości. Dlaczego tak trudno rozmawiać z osobą, która straciła kogoś bliskiego? Ludzie wolą przemilczeć stratę, niż zmierzyć się z nią w bezpośredniej rozmowie.
Jedyną receptą, której się nauczyłam i którą sama teraz bardzo stosuję, jest przede wszystkim reakcja natychmiastowa, bo czas się liczy – dodaje.
Osoba po stracie może nie odebrać telefonu, nie odpisać na wiadomość ani nie otworzyć drzwi. Nie oznacza to jednak, że nie zapamięta czyjejś obecności i gotowości do pomocy.
Żałoba nie ma jednego scenariusza
Z Marcinem Giżyckim przeżyła 37 lat. Określa tę relację francuskim wyrażeniem "solitude à deux" – samotnością we dwoje. Choć mieli wielu przyjaciół i znajomych, byli w dużej mierze samowystarczalni. Dobrze funkcjonowali razem, co szczególnie wyraźnie ujawniło się podczas pandemicznego lockdownu. Śmierć męża oznaczała nie tylko utratę ukochanej osoby, ale również całego dotychczasowego sposobu życia.
Na pewno przechodziłam przez to, co nazywa się w literaturze fachowej "żałobą przedwczesną". Przeżywałam okres tragiczny, ale jednocześnie bardzo ciekawy. Gdyby ten czas po stracie nie był taki straszny, to powiedziałabym, że jest ogromnie ciekawy. Rzeczywiście rodzimy się na nowo, już nigdy nie jesteśmy tacy sami – mówi.
Poranki były najtrudniejszymi momentami dnia. Po przebudzeniu trzeba na nowo uświadomić sobie, że bliskiej osoby już nie ma. Autorka opisuje rozpacz jako coś namacalnego, ale nie wszyscy przechodzą przez te same etapy żałoby. Żadne schematy nie są uniwersalne. Nie istnieje jeden właściwy sposób przeżywania straty, a doświadczenia innych osób nie powinny być miarą tego, jak sami powinniśmy się czuć.
Literatura jako towarzyszka w doświadczeniu straty
Ważnym elementem "Bez skóry" są cytaty z książek innych autorów i autorek, którzy próbowali opisać doświadczenie utraty. Agnieszka Taborska przeczytała ponad sto takich pozycji, a ich fragmenty włączyła do własnej opowieści. Lektura cudzych świadectw nie pogłębiała jej rozpaczy. Przeciwnie, stawała się rodzajem rozmowy. Czasami odnajdywała w nich własne emocje, innym razem konfrontowała się z doświadczeniem zupełnie odmiennym od swojego.
Autorka zauważa również ciekawą różnicę między literaturą polską a anglojęzyczną i francuskojęzyczną. W jej obserwacji polscy pisarze i pisarki częściej podejmują temat straty rodzica. Wymienia w tym kontekście między innymi Tadeusza Różewicza, Marka Bieńczyka i Ingę Iwasiów. Autorzy i autorki francuskojęzyczni oraz anglojęzyczni częściej opisują natomiast śmierć partnera lub partnerki.
Wśród ważnych lektur wymienia Joan Didion i jej "Rok magicznego myślenia", a także inne literackie świadectwa straty, w tym książkę laureatki Nagrody Goncourtów, która dopiero po dwudziestu latach zaczęła pisać o śmierci męża w wypadku. Szczególne miejsce zajmuje jednak dla niej niewielka książka Maxa Portera "Rozpacz to coś z piórami". To właśnie od niej zaczęła się jej intensywniejsza przygoda z literaturą poświęconą żałobie. Porter opowiada historię ojca i jego dwóch synów, którzy nagle tracą żonę i matkę. Do ich domu wprowadza się kruk – stworzenie tradycyjnie kojarzone ze śmiercią i złymi mocami, między innymi za sprawą twórczości Edgara Allana Poego. W tej opowieści ptak staje się jednak opiekunem rodziny. Pomaga jej przetrwać najtrudniejszy czas i pozostaje tak długo, jak długo jest potrzebny.