Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Urszula Augustyn (PO): Biskupi nie przeczytali programu edukacji zdrowotnej, ale się wypowiadają i mówią nieprawdę

- Jak ten przedmiot wejdzie do siatki godzin, młodzież sama z miesiąca na miesiąc się przekona, jakie to są korzyści, jak można pracować nad sobą. Młodzież sama wytupie nogami, że ten przedmiot będzie obowiązkowy. Perspektywa może być jednak długa - tak o edukacji zdrowotnej mówiła w Radiu Kraków posłanka PO, Urszula Augustyn. Edukacja zdrowotna ma łączyć elementy nauk o zdrowiu, medycznych, społecznych, humanistycznych, przyrodniczych i ścisłych i odnosić się do zdrowia w wymiarze fizycznym, psychicznym, seksualnym, społecznym i środowiskowym na wszystkich etapach życia. Przedmiot będzie nauczany w szkołach podstawowych w klasach IV–VIII i w szkołach ponadpodstawowych. W tym roku będzie nieobowiązkowy – z zajęć można zrezygnować do 25 września.

Urszula Augustyn (PO): Biskupi nie przeczytali programu edukacji zdrowotnej, ale się wypowiadają i mówią nieprawdę
Urszula Augustyn. Fot. Agnieszka Wrońska

Posłuchaj porannej rozmowy w Radiu Kraków

Po Radzie Gabinetowej dostrzega pani jakąkolwiek płaszczyznę, na której wzajemne, w miarę dobre relacje mogliby budować prezydent i rząd? Czy w ogóle taką wolę wzajemnej współpracy pani dostrzega?

- Wszystko jest kwestią czasu. Pewnie jest wiele pól, gdzie współpraca może się rozwijać. Pierwsza kwestia to bezpieczeństwo. Rada Gabinetowa była potrzebna, żeby zmierzyć oczekiwania z możliwościami. Prezydent próbował poprowadzić posiedzenie rządu według własnego pomysłu. Premier wyjaśnił, jak to wygląda zgodnie z konstytucją. Ta Rada Gabinetowa była możliwością sprostowania niewiedzy, manipulacji i nieprawdziwych treści, które są dostarczane panu prezydentowi. Pytania prezydenta i odpowiedzi premiera dawały sygnał, jakie są realia.

Polacy zobaczyli w tej części jawnej coś, co mogłoby przypominać niemalże debatę wyborczą. Godzina wzajemnych uszczypliwości. Jak ta współpraca mogłaby wyglądać? Prezydenckie weta i odpowiedź premiera, w tym wypadku dotycząca wiatraków, obchodzenia ich rozporządzeniami. Tak to będzie przebiegać?

- Jeżeli pan prezydent wychodząc z Rady wetuje kolejne ustawy, które nic złego mu nie zrobiły, to pokazuje, że jego celem nie jest porozumienie z rządem, ale podłożenie mu nogi. Trudno w takiej sytuacji oczekiwać, że premier pójdzie z radością na takie spotkanie i podda się temu. Faktycznie trudna była ta Rada Gabinetowa. Różnie ludzie to oceniają. Było to jednak zmierzenie się możliwości i chęci. W pewnym momencie prezydent będzie musiał zwolnić. Każdej ustawy nie może wetować bez argumentu.

Jest już sześć wet na liczniku. Jak rządzić przez kolejne dwa lata?

- To pytanie trzeba postawić prezydentowi. Po co go ludzie wybrali? Żeby robił chaos? Robi to świetnie. PiS nam pokazał, że potrafi to robić. Nie po to obywatele wybierają prezydenta jednak, ale żeby spełniał swoje obietnice i sprawował urząd dla ludzi. Obniżka cen prądu, kluczowy argument prezydenta w kampanii... Pierwszą ustawę w tym kierunku prezydent wetuje.

Ale tu o wiatraki chodziło. Może to był błąd to łączenie wiatraków z obniżką?

- Nie. Żeby móc mrozić ceny, trzeba mieć skąd wziąć energię. Jak nie mamy źródła taniej energii, jak to zrobimy? Będziemy dopłacać? Sami się sparaliżujemy. Rząd pokazuje wyraźnie, że stawiamy wiatraki, przechodzimy na zieloną energię, jesteśmy zgodni z naturą, oczekiwaniami UE i naszych obywateli, ale jeszcze próbujemy pokazać, że mamy tańsze źródło prądu i obniżamy ceny. Tu jest logika. Nie ma logiki w tym, że chce się tańszego prądu, ale jak jest pierwszy projekt w tym kierunku, prezydent to wetuje.

Co państwo teraz zrobią z tym prezydenckim projektem dotyczącym zamrożenia cen energii?

- Rząd przygotowuje inny projekt. Położy go na stole. Utrudnianie życia rządowi przez prezydenta, za chwilę zostanie odbierane przez ludzi jako utrudnianie życia Polakom. Co magazynowanie gazu czy środki ochrony roślin mają do problemów, z którymi boryka się prezydent, naprawdę nie wiem. Prezydent wetuje, żeby wetować. Bez rozsądku. To, co zrobił ws. uchodźców jest skandaliczne. Gdy Ukraińcy walczą o swoją wolność i zabezpieczają Europę, wyłączenie im internetu jest po prostu bardzo nieodpowiedzialne. Jestem świadoma faktu, że wyrażam się delikatnie.

Ale to też nastroje społeczne czyta prezydent. Tak wynika z badań, że rzeczywiście większość Polaków byłaby za podporządkowaniem 800+ faktowi pracy.

- 800+ to jedna rzecz. Rząd deklaruje, że uszczelnia ustawę. To jest ok. Nie można jednak wylać dziecka z kąpielą. Słyszeliśmy o liście siostry Chmielewskiej. Nawet jak rozumiemy i chcemy, żeby Ukraińcy u nas pracowali w miarę możliwości, to większość z nich przecież pracuje. Trzeba wiedzieć, że tym jednym ruchem robimy krzywdę wielu osobom, które nie mają możliwości podjęcia pracy. Jeśli Ukraińcy potrzebują internetu i nikt inny im tego nie dostarcza, to trzeba sobie uświadomić, czy obywatele oczekują, że wyłączymy internet Ukrainie, która nie będzie się mogła bronić, w związku z tym te rakiety będą lądowały w większości w Polsce? No nie oczekują tego. Więc też od mądrości prezydenta powinno zależeć to, jakie rozwiązania wetuje, a jakie nadal kładzie na stole.

Jak pani odbiera list Konferencji Episkopatu Polski w sprawie nowego przedmiotu, jakim jest edukacja zdrowotna? Duchowni piszą o systemowej deprawacji i demoralizujących zajęciach.

- Jest mi przykro. Przekonujemy się, że księża biskupi nie przeczytali programu, a wypowiadają się na ten temat. Ja tej deprawacji nie widzę. Co jest deprawującego w tym, że dziecko się uczy o swojej diecie, zdrowiu psychicznym? Warto przeczytać najpierw dokument, potem się wypowiadać. Jest mi przykro. Wiele osób poważnie bierze głos biskupów, a oni mówią o 1/10 programu i to jeszcze nieprawdziwie.

Może zawiodła informacja i komunikacja Ministerstwa Edukacji Narodowej dotycząca tego przedmiotu? Są najwyraźniej wątpliwości, których nikt nie rozwiał. Weźmy za przykład jedną ze szkół na Podhalu w gminie Czarny Dunajec. Tam wszyscy podobno rodzice zadeklarowali, że ich dzieci nie będą się uczyć edukacji zdrowotnej.

- Nie wiem, co MEN mogło więcej zrobić. Położyli program, mówili o nim przez miesiące. Jak ktoś to przeczytał ze zrozumieniem... Proszę zapytać nauczycieli. Oni protestują przeciwko edukacji zdrowotnej? Nie. Sami widzą kłopoty młodego pokolenia. Nauczyciele chcą uczniom pomóc się odnaleźć w trudnej sytuacji. Jest zdrowie psychiczne, cyfryzacja, fake newsy, otyłość. Walczymy z tym, ale gdy rząd kładzie na stole instrument, który może pomóc, wszyscy czytają fragment i sobie go interpretują. Jak ten przedmiot wejdzie do siatki godzin, młodzież sama z miesiąca na miesiąc się przekona, jakie to są korzyści, jak można pracować nad sobą. Młodzież sama wytupie nogami, że ten przedmiot będzie obowiązkowy. Perspektywa może być jednak długa.

Duchowni za politykami Prawa i Sprawiedliwości wzywają rodziców, by nie wyrażali zgody na udział dzieci w tych zajęciach w trosce – uwaga - o zbawienie. Jak pani ten argument przyjmuje?

- Może pan mnie zwolnić z odpowiedzi na takie pytanie? Dbam o swoje zbawienie. Rodzice są świadomi. Jak ten przedmiot wejdzie w życie, nauczyciele i uczniowie będą przekaźnikami tej wiedzy. Reszta się do tego dołączy. Zdziwiona jestem, że ktoś takie bzdury opowiada. W 90% mówimy o odżywianiu, higienie, zdrowiu psychicznym. Przeczekajmy ten rok, zobaczmy. Jestem przekonana, że wzrośnie liczba uczniów, którzy będą chcieli wziąć udział w tych zajęciach.

Jeszcze na koniec Tarnów. Wczoraj tarnowscy radni nie głosowali jednak w sprawie wschodniej obwodnicy miasta. Ma się to stać we wrześniu. Jest jasna odpowiedź, skąd finansowanie? Całość ma kosztować 500 milionów, połowę ma pokryć miasto.

- Na razie nie mówimy o budowie całości. Wczoraj była planowana dyskusja. Rada Miasta pokazała wątpliwości, niepokoje. To była ważna i potrzebna dyskusja. Potrzebna jest też ta obwodnica. Dzisiaj rozmawiamy, żeby podpisać porozumienie i zacząć projektować obwodnicę. To potrwa około 3 lat. Decyzja środowiskowa jest bodaj jeszcze przez 2-3 lata. W tym czasie trzeba podjąć następne działania. Rolą parlamentarzystów i samorządowców jest dbanie o to, żeby być gotowym, gdy będzie źródło finansowania. Zabiegamy o to. Finansowanie ze strony GDDKiA jest.

Po stronie miasta jest problem.

- Tak. Miasta na prawach powiatu nie stać na takie kwoty. Szukamy rozwiązania. Tarnów jest strategicznym miastem na południu. Ważne rzeczy się tu dzieją. Liczę, że znajdziemy finansowanie.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"