Jeśli, na przykład, niemieccy producenci samochodów premium będą mieli problem, bo Donald Trump nałoży cła na UE, problem będą mieć również inne kraje Unii - także Polska. Przecież mamy setki zakładów kooperujących z tą branżą i nie chodzi tylko o niemieckie inwestycje w Polsce, jak choćby fabryka Mercedesa w Jaworzu, która produkuje baterie do samochodów elektrycznych i silniki diesla, ale także polskie firmy (mniejsze, większe), które produkują komponenty - mówi Marek Zuber, ekonomista, analityk finansowy z Akademii WSB
Kogo w Unii Europejskiej najbardziej zabolą cła, które Stany Zjednoczone chciałyby nałożyć na towary z Unii Europejskiej? Mówię w trybie przypuszczającym, bo to być może nadal jest element negocjacji albo straszenia Europy.
- Trump zapowiedział cła, potem się z nich wycofał, chociaż jeszcze nie w kontekście Unii Europejskiej, ale Kanady i Meksyku. Wszystko zależy od tego, czego te cła będą dotyczyć; wtedy będziemy precyzyjnie mówić o tym, kogo zabolą najbardziej. Ale prawdopodobnie niemiecką gospodarkę, ponieważ to wielki eksporter do Stanów Zjednoczonych (choćby samochodów premium). Z tego chyba Niemcy są najbardziej znane, ale nie tylko oczywiście.
Jak wpłyną na rynki europejskie wojny celne, wojny handlowe?
Niezrozumiała retoryka, nie mówiąc o kłamstwach
Paradoks polega na tym, że akurat w roku 2024 Stany Zjednoczone stały się największym partnerem handlowym Niemiec. I to także jeżeli chodzi o import różnego rodzaju towarów i usług.
Retoryka Trumpa o totalnym dramacie i że Stany Zjednoczone do wszystkich dopłacają... „Dopłacają” to słowo klucz (w szczególności do Niemiec). To nie do końca jest tak, jak Trump mówi. I nie do końca to są takie wielkości, o jakich on wspomina. Padła suma pół biliona dolarów - w kontekście dopłacania Stanów Zjednoczonych do gospodarki kanadyjskiej. Tymczasem pół biliona dolarów - mniej więcej - to jest wartość importu Stanów Zjednoczonych w Kanadzie. Ale prawie tyle samo (450 miliardów dolarów) wydają Kanadyjczycy na zakupy w Stanach Zjednoczonych. Tutaj moglibyśmy użyć ewentualnie słowa „dopłacają”, chociaż jest ono bardzo nieprecyzyjne - raptem 50 miliardów dolarów, a nie 10 razy więcej.
Dużo jest tutaj działań piarowych, niezrozumiałej retoryki, już nie mówiąc o kłamstwach. Pamiętajmy o tym, że Unia Europejska, w szczególności strefa euro, to są naczynia połączone; coraz bardziej połączone. Jeśli, na przykład, niemieccy producenci samochodów premium będą mieli problem, to problem będą mieć również inne kraje Unii Europejskiej - także Polska. Przecież mamy setki zakładów kooperujących z tą branżą i nie chodzi tylko o niemieckie inwestycje w Polsce, jak choćby fabryka Mercedesa w Jaworzu, która produkuje baterie do samochodów elektrycznych i silniki diesla, ale także polskie firmy (mniejsze, większe), które produkują komponenty.
Z Europy do Stanów płyną też produkty innowacyjne - choćby słynne produkty medyczne duńskiego Novo Nordisk. To też uderzyłoby po kieszeni samych Amerykanów.
- W Stanach Zjednoczonych mamy już alternatywę dla Ozempiku, zresztą lekarstw dla cukrzyków, a dzisiaj już formalnie nazywanych preparatami na odchudzanie, jest coraz więcej. W 2022 roku amerykańskie koncerny wypuścił na rynek porównywalny specyfik. W tym przypadku będzie to oznaczało prawdopodobnie wzrost sprzedaży produktów amerykańskiej firmy, co akurat - w związku z retoryką - Trumpa miałoby sens. Pytanie tylko, czy wszystkie półprodukty i wszystkie surowce, które Eli Lilly and Company wykorzystuje, bo o tej firmie mówię, pochodzą ze Stanów Zjednoczonych. To też nie jest takie proste.
Drugi element tej układanki to cena. Jeżeli ograniczymy dostęp do rynku amerykańskiego dla producentów europejskich, to ci z USA będą mieli mniejszą konkurencję. A to podniesie ceny, będą wyższe marże. Tak to działa w gospodarce rynkowej, na tym polega ten mechanizm i konkurencja w jego ramach. Jeśli mówi pan o technologii, to relacje Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską są z pewnością na korzyść USA. Amerykańskie spółki technologiczne są potężniejsze, choć mamy perełki.
Wspomniał pan o Novo Nordisk, a ja wspomniałbym o ASML - holenderskiej firmie, która produkuje maszyny do produkcji półprzewodników. Gdybyśmy odpowiedzieli retorsjami, powinniśmy z całą pewnością ograniczyć dostępność maszyn produkowanych przez ASML, a to byłoby już odczuwalne dla producentów amerykańskich - chociażby dla Intela albo dla producentów z innych części świata, którzy inwestowaliby w Stanach Zjednoczonych. Mam na myśli przede wszystkim TCMC, który buduje dwie fabryki w Stanach Zjednoczonych. Bez maszyn litograficznych ASML nie ma nowoczesnych półprzewodników nowoczesnych – w szczególności tych najnowocześniejszych, czyli 3 nm lub 2 nm, które za chwilę prawdopodobnie zostaną wprowadzone do produkcji seryjnej. Więc ta układanka nie jest taka oczywista dla Stanów Zjednoczonych.
Metale ziem rzadkich – o jakie zasoby walczą największe potęgi świata?
Stany Zjednoczone nas wyprzedziły
Unia Europejska nie jest taka bezzębna, jak mogłaby się wydawać. Te działania odwetowe mogliby Amerykanie odczuć?
- Byłoby to odczuwalne, ale dla kogo bardziej? Ostatnie 15 lat dla gospodarki europejskiej były gorsze niż dla amerykańskiej. Kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej w 2004 roku, cała gospodarka UE - już razem już z Polską - była większa od amerykańskiej. Wartość PKB również. Dzisiaj gospodarka USA jest istotnie większa od europejskiej, co pokazuje, jak bardzo Stany Zjednoczone wyprzedziły nas w ciągu ostatnich lat.
Po zwycięstwie Donalda Trumpa napisałem artykuł, w którym zwróciłem uwagę na ważny element układanki - zwycięstwo Trumpa może doprowadzić do poważniejszych zmian w Europie, także w kontekście współpracy polityków z poszczególnych krajów i zmiany stanowiska Komisji Europejskiej. Chodzi o to, żebyśmy przestali mówić, że chcemy być konkurencyjnym obszarem i zaczęli coś robić, żeby tak było.
Komisja Europejska zaprezentowała wczoraj założenia Czystego Ładu Przemysłowego. To jest nieustanne brnięcie Unii Europejskiej w Zielony Ład, ale pod inną nazwą? Czy są tam realne rozwiązania, które poprawią konkurencyjność europejskiej gospodarki?
- Pewnie nie ma ludzi, którzy nie chcieliby żyć w czystszym świecie. W Krakowie doskonale to rozumiemy - jeszcze pięć, siedem lat temu smog był dramatyczny, dziś doskwiera nam mniej, chociaż wciąż mamy z nim problem. Podjęliśmy jednak ważne decyzje, kierunek był słuszny.
Cały czas słyszymy przymiotniki „czysty”, „zielony” i rozumiem, że one są ważne. Ale nie obraziłbym się, gdyby zamiast „czysty” pojawiło się jednak określenie „konkurencyjny przemysł”, „bardziej efektywny”. Chodzi o to, żebyśmy byli w stanie realnie walczyć z konkurencją już nie tylko amerykańską - także z Azji. Oczywiście Chiny są absolutnie na pierwszym miejscu, jeżeli chodzi o azjatyckich producentów, jednak państw, które mogą zagrażać przemysłowi europejskiemu jest znacznie więcej - Japonia, Korea Południowa, Filipiny, Tajwan, Indonezja (Wietnam wchodzi w produkcję stali). To jest dziś realne wyzwanie.
Plan zaprezentowany przez Komisję Europejską, to absolutnie za mało. Kwota 100 miliardów euro robi wrażenie, ale… W ciągu najbliższych kilkunastu lat Polska będzie musiała wydać około półtora biliona złotych tylko na energetykę, kolejnictwo, budowy hydrotechniczne, inwestycje hydrotechniczne i na zbrojenia. A półtora biliona złotych, to przy kwocie 100 miliardów euro…
Marek Zuber: „Gospodarka przyspieszyła, wzrosła konsumpcja, ale to wciąż łyżka dziegciu...”
Dobrze na tle Unii, gorzej na tle krajów spoza UE
Rzeczywiście w tym Czystym Ładzie Przemysłowym nie zmieniają się cele emisyjne i klimatyczne. Ale są takie rozwiązania, jak deregulacja i poluzowanie polityki związanej z pomocą publiczną.
- Deregulacja jest istotnym elementem całości. Tam jest więcej elementów, równie ważnych, jak choćby wprowadzenie opłat CEU dla producentów spoza Unii Europejskiej niestosujących rygorów, które nakładamy w swojej produkcji. Mam na myśli Chiny, ale nie tylko. Stany Zjednoczone Trumpa - wszystko na to wskazuje - zrobią krok wstecz, jeżeli chodzi o ekologię. Trump wyraźnie mówił o promowaniu wydobycia gazu czy ropy. Więc jeżeli dziś w Europie mamy iść szybciej w kierunku nowoczesnych i czystych technologii, które będą kosztowne, to zapłaci za to konsument europejski.
Jeżeli pojawi się konkurencja nie stosująca tych zasad, czyli oferująca znacznie tańsze towary i usługi, musimy coś z tym zrobić. Są rozwiązania, które oczywiście będą wspierały producentów, żeby w ogóle mogli funkcjonować.
Deregulacja? Ilość przepisów, które ograniczały możliwości działania przedsiębiorców, rosła przez ostatnie dekady. Nie mamy tutaj żadnego przełomu. Jestem przeciwnikiem rozwiązania, że to przedsiębiorca zajmuje się deregulacją. Z punktu widzenia przedsiębiorcy każdy przepis, który ogranicza jego działalność, jest zły. Deregulacja powinna być prowadzona przez polityków przy wsparciu ekonomistów i przedsiębiorców.
Gdzie na tym tle europejskim znajduje się polska gospodarka z doskonałymi prognozami na rok 2025? Chociaż jak popatrzymy na wykorzystanie pieniędzy z KPO - dziś to zaledwie 30 procent.
- Cieszę się, że wzrost gospodarczy w Polsce na tle innych krajów Unii Europejskiej jest relatywnie wysoki. Jesteśmy w połówce. Na tle słabych krajów wypadamy nieźle, ale już na tle największej gospodarki świata trudno mówić o wielkich sukcesach. Po drugie - wzrost zeszłoroczny wynika wyłącznie z tego, że Polacy zaczęli więcej kupować, a za tą konsumpcją stały właściwie decyzje administracyjne, chociażby podniesienie płacy minimalnej, co wpłynęło na 2/3 wynagrodzeń w gospodarce i podwyżki w budżetówce. To jest ten zasób pieniądza, który trafił do gospodarstw domowych i który spowodował, że Polacy zaczęli kupować, choć z pewnością boomu konsumpcyjnego nie będzie. Nieznaczne przyspieszenie w tym roku będzie wynikać z uruchomienia KPO czyli wzrostu inwestycji.
To są bardzo szczególne przyczyny wzrostu – nie wynikają z rozpędzonej machiny gospodarczej, tylko z impulsów administracyjnych. Czekam na strategię, którą rząd zaprezentuje za kilka miesięcy, a która nam rozjaśni, gdzie będziemy za pięć, 10 lat; jakie decyzje będą podejmowane, żeby różne cele osiągać. Na to dzisiaj przedsiębiorcy czekają i wiem, co mówię, bo przynajmniej dwa razy w miesiącu jestem na jakiejś konferencji i słyszę od nich o tym właśnie.
Czyli: z jednej strony nieźle wyglądamy na tle krajów unijnych, ale już niekoniecznie na tle bogatszych od nas krajów spoza Unii Europejskiej. Druga rzecz: polski wzrost wynika jednak z dość specyficznych czynników, o czym też musimy pamiętać.