Iran i Stany Zjednoczone stoją dziś w obliczu dalszej eskalacji konfliktu. – Obie strony ogłaszają zwycięstwo, ale w rzeczywistości mamy do czynienia z patem – mówi Marcin Krzyżanowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ekspert tłumaczy, jakie są kanały negocjacyjne, co może zrobić Teheran i dlaczego państwa Zatoki pozostają bez realnego wpływu na sytuację.
Czego dowiesz się z tej rozmowy?
- jakie kanały komunikacji i „mediacji” funkcjonują dziś między USA a Iranem
- dlaczego Pakistan odgrywa ważną rolę w przekazywaniu informacji między stronami
- jakie możliwości odpowiedzi ma Iran w razie ataku na infrastrukturę krytyczną
- dlaczego państwa Zatoki Perskiej mają ograniczony wpływ na przebieg konfliktu
Posłuchaj rozmowy
Dziś o drugiej w nocy czasu polskiego upływa termin ultimatum, jakie Iranowi postawił Donald Trump. Jeśli Teheran nie spełni żądań, Waszyngton zapowiada uderzenie w infrastrukturę krytyczną. Jak dziś wyglądają kanały negocjacyjne między Stanami Zjednoczonymi a Iranem?
Pakistan pełni rolę jednego z mediatorów, a właściwie nie tyle mediatora sensu stricto, co raczej posłańca przekazującego informacje jednej i drugiej stronie. W tego typu wymianę informacji, w tego typu – w cudzysłowie – mediacje zaangażowana jest również Turcja, Oman i w mniejszym stopniu Egipt. Pomimo wysiłków tych państw wciąż jesteśmy daleko od pokojowego rozwiązania tego konfliktu.
Chaos zamiast porządku. „Świat zaczyna przypominać 1939 rok”
Dlaczego akurat Pakistan?
Oprócz tego rząd Pakistanu może pochwalić się całkiem dobrymi relacjami z administracją w Waszyngtonie oraz Saudyjczykami i Emiratczykami, którzy – chociaż nie są stroną konfliktu – to podczas irańskiej kontrataki są w niego bezpośrednio zaangażowani.
Czy to moment, w którym Iran może przyjąć propozycję Stanów Zjednoczonych? Innymi słowy – czy obie strony mogą ogłosić wygraną?
Obie strony mogą w tym momencie ogłosić wygraną i obydwie strony to robią. Teheran podkreśla, że pomimo zniszczeń i strat wśród najwyższych władz Iranu wciąż zachowuje spójność i jest zdolny do kontrataków oraz utrzymywania kontroli nad żeglugą w Cieśninie Ormuz. Z punktu widzenia Iranu są to oznaki zwycięstwa. Z drugiej strony Waszyngton wraz z Izraelem osiągnęły dominację w powietrzu, były zdolne do przeprowadzenia akcji na terytorium Iranu, i to w głębi lądu, oraz zadały Iranowi bardzo ciężkie straty i wyrządziły bardzo dużo szkód irańskiej infrastrukturze. Mamy więc do czynienia z sytuacją patową, z pewnego rodzaju klinczem, gdzie obydwie strony roszczą sobie pretensje do bycia zwycięzcami.
Jeśli Stany Zjednoczone zdecydowałyby się na uderzenie w infrastrukturę krytyczną, jak mógłby odpowiedzieć Iran?
Iran wciąż ma w swoim ręku jeden podstawowy atut, czyli arsenał dronowo-rakietowy, którym szachuje de facto kraje regionu. W sytuacji, w której doszłoby do ataku na cywilną infrastrukturę Iranu, w szczególności na mosty i elektrownie, Iran będzie odpowiadał tym samym – będzie uderzał w tego typu obiekty położone na terenie arabskich państw Zatoki Perskiej, w szczególności Kuwejtu, Bahrajnu i Emiratów Arabskich.
Jaka jest dziś rola państw Zatoki w procesie negocjacyjnym?
Ich rola w tym momencie jest zaskakująco marginalna. Nie mają one niemal żadnego przełożenia na decyzje Waszyngtonu, a tym bardziej Teheranu, więc są skazane do pewnego stopnia na rolę dosyć biernych obserwatorów, którzy w międzyczasie przyjmują dotkliwe ciosy wymierzane przez Iran.
Jak reaguje opinia publiczna w tych krajach?
Opinia publiczna jest mocno podzielona. Z jednej strony daje się wyczuć oczywistą złość na Irańczyków za to, że atakują po części neutralne państwa. Z drugiej strony coraz wyraźniejszy jest ferment dotyczący sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. W dużym skrócie umowa była taka, że państwa arabskie inwestują miliardy w Stanach Zjednoczonych, kupują za ogromne pieniądze amerykański sprzęt wojskowy, a w zamian Amerykanie bronią ich przed Iranem i roztaczają swój przeciwlotniczy parasol. Tymczasem doszło do sytuacji, w której to właśnie państwa arabskie chronią bazy amerykańskie położone na ich terytorium.
Czy te państwa mają jakąś alternatywę dla sojuszu z USA?
W praktyce nie. Mogą dywersyfikować inwestycje i częściowo zakupy broni, zwiększając wolumen z Rosji i Chin, ale de facto nie mają innej alternatywy niż Stany Zjednoczone. Pomimo powtarzanych od lat informacji o zmierzchu potęgi USA i ich odwracaniu się od Bliskiego Wschodu, wciąż tylko Stany Zjednoczone są w stanie projektować swoją siłę w tym regionie. Rosja ani Chiny nie mają ku temu możliwości. Ten niekorzystny wynik wojny z Iranem może jednak nieco zachwiać pozycją Stanów Zjednoczonych w regionie.
Czym ryzykuje Iran, jeśli chodzi o uderzenia w infrastrukturę?
Odbudowa z pewnością będzie procesem niezwykle skomplikowanym. Iran kilkakrotnie udowodnił swoją determinację do utrzymania tego, co uznaje za niezależność, oraz determinację w walce z trudnościami gospodarczymi. Pytaniem otwartym jest jednak, czy w związku ze zniszczeniami wojennymi irańska gospodarka będzie w stanie funkcjonować w najbliższych miesiącach.
Trump stawia ultimatum Iranowi. Ekspertka: „USA tę wojnę na razie przegrywają”
Jak silny jest dziś w Iranie tzw. efekt flagi?
Jest mocny, jest widoczny. Nie rozwiązał wszystkich problemów Republiki Islamskiej związanych ze słabnącym poparciem społecznym, ale da się zauważyć znaczący zwrot. Bardzo duże zniszczenia w infrastrukturze cywilnej i rosnące straty wśród cywilów w oczywisty sposób wspomagają Republikę Islamską.
Czy w Iranie są siły skłonne współpracować ze Stanami Zjednoczonymi?
Na terenie Iranu są siły, które chętnie przywitałyby czy to nowy rząd, czy też armię amerykańską. Jednak z drugiej strony dużo więcej jest Irańczyków, którzy zdecydowaliby się na aktywną walkę z najeźdźcą.
Co stało się z energią protestów sprzed kilku miesięcy?
Energia protestów nigdy nie była skumulowana ani skoordynowana, ponieważ w Iranie nie funkcjonuje żadna zorganizowana opozycja. Wszelkie demonstracje były rozproszone, co ułatwiało władzom poradzenie sobie z nimi. Można powiedzieć, że jeśli Amerykanie liczyli na zmianę reżimu dokonaną rękoma Irańczyków, to przespali moment, w którym protesty były na tyle silne, że mogłyby się przerodzić w bardziej zorganizowaną akcję polityczną.
Czy był lepszy moment na wsparcie tych protestów?
Przełom grudnia i stycznia, kiedy protesty zyskiwały jeszcze na sile, byłby dobrym momentem na ich wsparcie. W tym momencie energia protestów w znaczący sposób wygasła.
Jednym z kluczowych punktów ultimatum jest Cieśnina Ormuz. Czy jej odblokowanie jest dziś realne?
Na dzisiaj taki scenariusz wydaje się możliwy tylko w teorii. Blokada cieśniny jest z jednej strony podstawowym atutem w rękach Iranu – tym, czym może szantażować zarówno państwa regionu, jak i świat. Z drugiej strony to także bardzo mocny argument propagandowy. Tak długo, jak Teheran kontroluje Cieśninę Ormuz, tak długo może mówić, że w tym konflikcie – pomimo dużych zniszczeń – po prostu wygrywa.
Nawet jeśli Donald Trump twierdzi, że Stany Zjednoczone nie potrzebują tej cieśniny?
To prawda. Trzeba przyznać, że nadążanie za wypowiedziami prezydenta Trumpa jest zadaniem bardzo niewdzięcznym.