Małopolska ma ogromny, wciąż niewykorzystany potencjał turystyczny, który wykracza daleko poza Kraków i Zakopane. Zdaniem Janusza Sepioła, głównego architekta Krakowa i byłego marszałka województwa, przyszłość regionu może należeć do malowniczych terenów Pogórza Tarnowskiego i Rożnowsko-Ciężkowickiego. To właśnie tam rozwój turystyki rowerowej, winiarskiej i weekendowej może przyciągnąć nowych odwiedzających. Tymczasem Kraków coraz bardziej zbliża się do granicy turystycznego przeciążenia.
-
Kraków zbliża się do granicy turystycznego przeciążenia, a mieszkańcy coraz częściej protestują przeciwko kolejnym inwestycjom hotelowym – zauważa Janusz Sepioł, główny architekt miasta.
-
Zdaniem byłego marszałka Małopolski ogromny, niewykorzystany potencjał turystyczny mają Pogórze Tarnowskie i Rożnowsko-Ciężkowickie, które zachwycają krajobrazami, ale wciąż przyciągają niewielu turystów.
-
Szansą dla tych terenów może być rozwój turystyki rowerowej, konnej i winiarskiej, choć potrzebne są inwestycje w bazę noclegową, gastronomię i promocję.
-
Sepioł wskazuje również na zabytkowe zamki i niszczejące pałace, których odbudowa mogłaby przyciągnąć nowych odwiedzających, ale wymaga zaangażowania samorządów i prywatnych inwestorów.
Posłuchaj rozmowy
Kraków coraz bliżej granicy turystycznego przeciążenia
Polska należy do krajów, w których turystyka rozwija się szczególnie dynamicznie. W pierwszym półroczu 2026 roku liczba noclegów wzrosła o ponad 5 procent, podczas gdy średnia unijna nie przekroczyła 2 procent. Jednocześnie w Polsce zaledwie co piąty nocleg przypada na turystę zagranicznego, podczas gdy w całej Unii Europejskiej jest to średnio co drugi nocleg.
Te dane pokazują, że polska turystyka wciąż ma przestrzeń do rozwoju. Pytanie jednak, czy wszystkie regiony i miasta powinny przyciągać kolejnych turystów w dotychczasowy sposób.
Rekordowe 29 mln gości w 2025 r.; wpływy z turystyki w Małopolsce sięgnęły 25,5 mld zł
Janusz Sepioł, główny architekt Krakowa i były marszałek województwa małopolskiego, w rozmowie na antenie Radia Kraków zwraca uwagę na zjawisko nadmiernej turystyki, określane jako overtourism. Z tym problemem od lat mierzą się między innymi Barcelona i Wenecja. Czy podobny scenariusz czeka Kraków?
Mogą, bo to się wydarzyło w kilku miastach. Jest takie pojęcie overturizmu. Rzeczywiście, zwłaszcza jak miasto jest nieduże, na przykład San Gimignano, to jest dramat. Jeżeli ilość turystów kilkakrotnie, kilkunastokrotnie przekracza liczbę mieszkańców, już nie ma lokalsów w żadnym lokalu, w żadnym miejscu, no to rzeczywiście jest problem. I miasta takie jak Barcelona czy Wenecja z tym muszą walczyć. Wydaje mi się, że my jeszcze tej granicy żeśmy nie osiągnęli, ale wcale nie jest tak daleko.
— mówi Janusz Sepioł.
Ekspert podkreśla, że rozwój turystyki jest naturalną konsekwencją wzrostu gospodarczego i zmieniającego się stylu życia Polaków. Coraz więcej osób podróżuje, korzysta z krajowej oferty turystycznej i poszukuje nowych miejsc wypoczynku.
Jednocześnie rosnąca liczba odwiedzających może prowadzić do konfliktów z mieszkańcami, szczególnie tam, gdzie turystyka zaczyna dominować nad codziennym życiem miasta.
Turystyka daje Krakowowi miliardy. A ile kosztuje mieszkańców?
60 nowych hoteli w Krakowie. Mieszkańcy coraz częściej protestują
Zdaniem Janusza Sepioła zmienia się społeczne podejście do kolejnych inwestycji turystycznych. Przykładem są protesty związane z planami przekształcenia zrujnowanych budynków na krakowskim Kazimierzu w hotel.
Jeszcze kilkanaście lat temu podobne przedsięwzięcie mogłoby zostać odebrane jako szansa na rozwój dzielnicy. Dzisiaj coraz częściej wywołuje sprzeciw mieszkańców.
Ale to, że to wzbudziło protest, dawniej budowa hotelu tylko radość, a teraz to budzi jednak protesty. Czyli nastrój się zmienił, co do tego nie ma wątpliwości. Wie pan, za ostatnie dziesięć lat przybyło w Krakowie sześćdziesiąt hoteli. To jest kompletnie nowa sytuacja.
Główny architekt Krakowa zaznacza, że niezadowolenie mieszkańców nie musi bezpośrednio wpływać na decyzje turystów, którzy często nie znają lokalnych sporów. Powinno jednak stanowić ważny sygnał dla władz miasta.
Przyjeżdżając najczęściej o tym nie wiedzą, więc trudno, żeby to specjalnie brali pod uwagę. Ale gospodarze miasta, lokalni politycy muszą się z tym liczyć. To jest pewien fenomen i to się może przełożyć na sposób odnoszenia się ludzi do tych przyjezdnych, a to wtedy zaczyna być problem.
W tej sytuacji coraz ważniejsze staje się pytanie, czy dalszy rozwój turystyki w Małopolsce powinien koncentrować się przede wszystkim na Krakowie, Zakopanem i kilku najbardziej rozpoznawalnych atrakcjach.
Sepioł przekonuje, że region ma znacznie więcej do zaoferowania.
Pogórze Tarnowskie i Rożnowsko-Ciężkowickie. Turystyczny skarb Małopolski
Jednym z największych odkryć podczas prac nad audytem krajobrazowym Małopolski były dla Janusza Sepioła tereny Pogórza Rożnowsko-Ciężkowickiego i Tarnowskiego, w tym okolice pasma Brzanki.
To obszary, które wciąż pozostają poza głównymi szlakami turystycznymi. Nie ma tam tłumów porównywalnych z tymi, które odwiedzają Tatry czy Kraków, choć pod względem krajobrazowym mogą być niezwykle atrakcyjne.
Kiedy pracowaliśmy nad tak zwanym audytem krajobrazowym dla Małopolski, to muszę powiedzieć, że takim odkryciem były tereny Pogórza, przede wszystkim Pogórza Rożnowsko-Ciężkowickiego, ale także Pogórza Tarnowskiego, tam po pasmo Brzanki. To są tereny, gdzie w zasadzie turystyki prawie nie ma. A to są niezwykle krajobrazowo atrakcyjne tereny.
Jak wyjaśnia były marszałek, choć wzniesienia nie osiągają tam dużych wysokości bezwzględnych, różnice wysokości są znaczne. Strome stoki, grzbietowe drogi i rozległe panoramy tworzą krajobrazy, które mogą przyciągać osoby poszukujące aktywnego wypoczynku.
To są wręcz krajobrazy górskie, strome stoki, duże różnice. Ale ponieważ to nie są wzgórza bardzo wysokie, w związku z tym są bardzo widokowe, bo często drogi biegną wododziałami, grzbietami. W związku z czym na przykład dla turystyki rowerowej, turystyki konnej idealne.
W ocenie Sepioła dodatkową wartością tych terenów jest stosunkowo niewielki stopień przekształcenia krajobrazu przez masową turystykę. W tym kontekście bardzo krytycznie ocenia on sytuację na Podhalu i Spiszu, które jego zdaniem zostały już nadmiernie zabudowane i przekształcone.
Pogórze wciąż daje natomiast możliwość rozwijania turystyki w sposób bardziej przemyślany.
Małopolskie winnice mogą przyciągnąć nowych turystów
Jednym z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju turystyki w Małopolsce jest enoturystyka, czyli podróżowanie związane z poznawaniem winnic, tradycji winiarskich i lokalnych produktów.
Janusz Sepioł zwraca uwagę na tereny położone na południe od Tarnowa oraz dolinę Dunajca, szczególnie okolice Zakliczyna. To miejsca, w których winnice stają się coraz bardziej charakterystycznym elementem krajobrazu.
Całe południe od Tarnowa to są winnice, dolina Dunajca po obu stronach. Ja nie chcę przesadzać, że to jest jak dolina Duero czy Mozeli, czy Toskania. Ale jak się siedzi w takiej winnicy z widokiem na przełom Dunajca, tam gdzieś koło Zakliczyna...
Były marszałek przypomina, że w Małopolsce działa już ponad sto winnic. Jego zdaniem mogą one stać się podstawą nowej oferty turystycznej, łączącej lokalną gastronomię, wypoczynek, aktywność na świeżym powietrzu i poznawanie regionu.
Mamy ich ponad sto. Więc taka turystyka to się nazywa enoturystyka. Wędrowanie, podróżowanie od jednej winnicy do drugiej [...] to jest szansa.
Nie oznacza to jednak, że sam atrakcyjny krajobraz wystarczy, aby przyciągnąć większą liczbę odwiedzających.
Sama promocja nie wystarczy. Potrzebne noclegi i restauracje
Zdaniem Janusza Sepioła rozwój turystyki na Pogórzu wymaga przede wszystkim lepszej promocji, ale także inwestycji w podstawową bazę turystyczną.
W wielu miejscach wciąż brakuje odpowiedniej liczby obiektów noclegowych, restauracji i usług, które pozwoliłyby zatrzymać odwiedzających na dłużej.
Głównie promocja, ale trochę trzeba doinwestować. Tam jest za mało jednak bazy noclegowej, nie ma restauracji. No właśnie te winnice jeszcze nie są rozreklamowane, więc tam trzeba trochę włożyć. Ale promocja tu ma kolosalne znaczenie.
Sepioł nie zakłada przy tym, że Pogórze powinno od razu stać się atrakcją o międzynarodowej rozpoznawalności. Widzi w nim przede wszystkim szansę na rozwój turystyki krajowej i regionalnej.
To nie jest produkt o skali międzynarodowej, ale dla milionowego Krakowa, wyjazdów weekendowych, dla wycieczek szkolnych, trzeciego wieku uniwersytetów to byłoby wspaniałe.
To propozycja innego modelu turystyki: opartego nie na masowych przyjazdach do kilku najbardziej znanych miejsc, lecz na odkrywaniu mniej popularnych części regionu.
Zamki w Małopolsce zyskują drugie życie. Gorzej z pałacami
Turystyczny potencjał Małopolski nie ogranicza się jednak do krajobrazów i winnic. Janusz Sepioł wskazuje również na zabytki, zwłaszcza zamki i dawne rezydencje.
Znikające jezioro i łemkowskie szlaki. Rowerową pętlą przez najcichszy zakątek Beskidu Niskiego
W ostatnich latach wiele historycznych obiektów zostało odbudowanych, częściowo zrekonstruowanych lub przystosowanych do zwiedzania. Jako przykłady wymienia między innymi zamki w Muszynie, Rabsztynie, Rytrze i Rudnie, a także Melsztyn.
Nie wszystkie te przedsięwzięcia ocenia jednakowo. Część uznaje za solidne prace konserwatorskie, inne za rekonstrukcje oparte w dużej mierze na wyobrażeniach o dawnym wyglądzie budowli.
Krajobraz nagle się nasycił nowymi obiektami, które niektóre fantastycznie wyglądają. Na przykład zamek w Melsztynie. Była tylko ruina, która ginęła wśród drzew. Jest teraz wielka wieża rozbudowana.
Znacznie trudniejsza sytuacja dotyczy dawnych pałaców i rezydencji magnackich. W przeciwieństwie do zamkowych ruin wymagają one nie tylko zabezpieczenia i remontu, ale również wyposażenia wnętrz oraz znalezienia funkcji, która pozwoli na ich późniejsze utrzymanie.
Wśród najbardziej wartościowych, a jednocześnie zaniedbanych obiektów Sepioł wymienia pałac Potockich w Krzeszowicach oraz rezydencję Skrzyńskich w okolicach Gorlic.
Mamy kilka wspaniałych pałaców. Na pierwszym miejscu wymieniłbym Krzeszowice, rezydencja Potockich. To nie było gorsze od Łańcuta. No, jest ruiną kompletną.
Ekspert zwraca również uwagę na orientalny pałac w Osieku oraz prace prowadzone przy rezydencji w Zatorze.
Kto powinien ratować zabytkowe pałace?
Największym wyzwaniem nie jest wyłącznie znalezienie pieniędzy na remont. Równie ważne jest zapewnienie zabytkowym obiektom przyszłości.
Sześć nowych tras rowerowych w Małopolsce Zachodniej. Sprawdź, gdzie pojechać
Jak zauważa Sepioł, mniejsze dwory mogą zostać odnowione przez prywatnych inwestorów i przekształcone na przykład w hotele lub obiekty gastronomiczne. W przypadku wielkich pałaców skala przedsięwzięcia jest jednak znacznie większa.
Ale przy dużym pałacu to nawet nie jest zdolność pokrycia kosztów remontu, bo to zamożny polski przedsiębiorca by to zrobił. Ale to potem trzeba utrzymać, to musi mieć jakąś funkcję, tam trzeba mieć jakąś instytucję czy kultury, czy spa, czy hotel. I to już jest trochę poważniejsza sprawa.
Dlatego były marszałek województwa małopolskiego uważa, że w ratowanie największych rezydencji powinny angażować się również samorządy. Jednym z rozwiązań mogłoby być partnerstwo publiczno-prywatne.