Mieszka w Polsce od 15 lat. Młodość spędził w Meksyku, to tam przeżył także porwanie i z czasem wyjechał do Hiszpanii. W Madrycie zamieszkał już jako grafik komputerowy z pasją kulinarną i dopiero w tym mieście nastąpił zwrot w karierze zawodowej. W Hiszpanii Jeronimo Carrillo Olin podjął edukację, która pozwoliła mu stać się profesjonalnym restauratorem. To jednak nie eksperymenty kulinarne sprowadziły Go do Polski ale relacja z kobietą, która zakończyła się wcześniej niż przewidywał. O tym co stało się dalej rozmawiamy w 26 odcinku Wielojęzycznego Krakowa.
Jak rozpoczyna się ta historia?
Mój tato miał dwie restauracje, ja studiowałem grafikę komputerową. Matka miała zwyczaj dopytywać mnie: dlaczego nie studiuję gastronomii, skoro to lubię, ale ja sam żyłem w przekonaniu, że gotowanie może być co najwyżej sposobem na relaks, a nie poważnym zawodem. Pewnie wynikało to z faktu, że gotowałem zwykle dla przyjaciół i to była moją główną motywacją. Dopiero wyjazd do Hiszpanii zmienił tę optykę. Zrozumiałem, że tylko zajmując się gotowaniem, czuję się naprawdę kompletny.
Co wygnało dwudziestoparolatka z Meksyku?
Zostałem porwany, tak zwyczajnie na ulicy. Podjechali faceci taksówką, przyłożyli mi pistolet do głowy i wciągnęli do środka. To było na obrzeżach miasta. Jeździli tak ze mną parę godzin. Okradli mnie z pieniędzy, kart kredytowych i z pustymi kieszeniami, ale całego wyrzucili gdzieś na poboczu.
Czy takie sytuacje to norma meksykańskich przedmieść?
Nie, ale poza miastami, na obrzeżach takie rzeczy mogą się zdarzyć, co nie znaczy, że Meksyk jest krajem skrajnie niebezpiecznym. Moja siostra tam mieszka i nigdy nie spotkało Jej nic złego.
Czy to doświadczenie wpłynęło na Twój wyjazd z kraju?
Nie do końca. Chciałem zwiedzić Europę, poszukać planu na życie. Porwanie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę wyjechać, a Europa wydawała się bezpieczna.
Posłuchaj całej rozmowy z Jeronimo Carrillo Olin, założycielem krakowskiego Del Jero mexican street food w wersji audio.