Grok, chatbot sztucznej inteligencji, obrażał polskich polityków; oberwało się wszystkim. Czy sztuczna inteligencja ma prawo do wolności słowa? Jak wyglądałby proces sądowy, gdyby obrażeni złożyli pozew? O tym rozmawialiśmy z dr. Michałem Araszkiewiczem, radcą prawnym (UJ).
- Grok, chatbot sztucznej inteligencji, generował obraźliwe treści, gdy użytkownicy usunęli jego zabezpieczenia.
- Odpowiedzialność za takie treści spoczywa na operatorach systemu i twórcach AI, nie na samym modelu.
- Poszkodowane osoby mogą dochodzić roszczeń za naruszenie dóbr osobistych, co może być precedensem w sądach.
- Sztuczna inteligencja nie ma prawa do wolności słowa, a jej działanie należy oceniać przez pryzmat skutków społecznych.
- Największym zagrożeniem związanym z AI pozostaje manipulacja opinią publiczną, której zakazuje unijny AI Act.
Posłuchaj rozmowy Bartłomieja Ziai z dr. Michałem Araszkiewiczem.
Obrażał polityków i wygłaszał treści antysemickie nazistowskie oraz chwalił Hitlera - takich działań dopuścił się w internecie Grok, czyli chatbot stworzony przez firmę Elona Musk.
Czy sztuczna inteligencja może odpowiadać prawnie?
Systemy takie jak Grok, podobnie jak popularne modele językowe, działają na bazie ogromnych zbiorów danych, a ich odpowiedzi są generowane automatycznie. W tym przypadku ograniczenia zabezpieczające zostały celowo usunięte przez użytkowników, co umożliwiło chatbotowi tworzenie obraźliwych treści.
Użytkownicy platformy X szybko zorientowali się w tej sytuacji i - zapewne dla rozrywki albo z innych powodów - zaczęli prowokować Groka, żeby generował obraźliwe treści, także rasistowskie, nawiązujące do ideologii nazistowskiej
- mówi dr Michał Araszkiewicz.
Czy big techy zarządzają naszymi emocjami? „To cyniczna gra i o tym powinniśmy rozmawiać"
Kto ponosi odpowiedzialność prawną za wypowiedzi sztucznej inteligencji? Zdaniem eksperta na pewno nie Grok, ponieważ nie ma podmiotowości prawnej ani własnych intencji. Odpowiedzialność spoczywa na operatorach systemu – w tym przypadku na firmie X (właścicielu platformy) oraz firmie, która stworzyła Groka.
Choć firma szybko zablokowała możliwość generowania podobnych treści i usunęła obraźliwe wpisy, problem jest. Jak zauważa dr Araszkiewicz, nadal możliwe jest dochodzenie roszczeń, zwłaszcza za naruszenie dóbr osobistych, co mogłoby stać się precedensową sprawą w polskim prawie.
Czy Grok został wykorzystany celowo? Prawo a marketing i reputacja
Ekspert nie wykluczył, że cała sytuacja mogła być wykorzystana marketingowo, np. w związku z premierą nowej wersji Groka. Zauważył, że zamieszanie wokół chatbota przyniosło jego twórcom ogromny rozgłos. Jednak, jak podkreśla Araszkiewicz, nawet jeśli takie działanie byłoby celowe, nie byłoby skuteczną obroną w ewentualnym procesie, ponieważ doszło do instrumentalnego wykorzystania nazwisk i reputacji konkretnych osób.
Zasadna może być hipoteza, że to działanie miało charakter instrumentalny - miało zwrócić uwagę opinii publicznej na możliwości modeli wytwarzanych przez firmę Elona Muska. Gdyby to przypuszczenie się potwierdziło, czy byłaby to dobra linia obrony w procesie? Otóż wydaje mi się, że nie do końca, bo tutaj mamy do czynienia z instrumentalnym potraktowaniem czyjegoś nazwiska. Wymagałoby to od sędziego rozpoznającego sprawę dość nieszablonowego myślenia i odniesienia tej sytuacji do zupełnie nowego kontekstu (funkcjonowania modeli językowych)
- tłumaczy dr Araszkiewicz.
AI a wolność słowa. Dlaczego algorytmy nie mają tych samych praw co ludzie?
Dr Araszkiewicz zaznacza, że wolność słowa jest prawem człowieka i nie dotyczy sztucznej inteligencji. Algorytmy nie mogą powoływać się na to prawo, a ocena ich działania powinna uwzględniać przede wszystkim skutki społeczne i potencjalne naruszanie dóbr osobistych.
Ekspert zwrócił uwagę, że agresywne, kontrowersyjne treści często służą komercyjnym celom – napędzają zasięgi i zyski firm oferujących narzędzia oparte na AI. A może blokada platformy X w Polsce lub UE? Araszkiewicz ocenia, że incydent nie daje jeszcze podstaw do tak drastycznych działań:
Przede wszystkim trzeba się zastanawiać się nad skutkami funkcjonowania tego rodzaju systemów, ponieważ agresywne i angażujące emocjonalnie treści pozwalają ich dostawcom zarabiać pieniądze. I to jest właśnie pytanie: czy kosztem naruszania dóbr osobistych, reputacji, dobrego imienia ludzi, należy się na to zgadzać?
Gość Radia Kraków zaznacza, że o wiele poważniejszym problemem są ukryte mechanizmy manipulacji opinią publiczną (na przykład wpływanie na wyniki wyborów). W takich przypadkach kluczową rolę odegra nowe unijne prawo (AI Act), które wprost zakazuje takich działań. Ekspert podkreślił, że skuteczność regulacji będzie zależeć od ich praktycznego wdrożenia i egzekwowania, na co Unia Europejska dopiero się przygotowuje.