Ofensywa Armii Czerwonej zmierzała do Auschwitz od strony wyzwolonego już spod niemieckiej okupacji Krakowa, lewym brzegiem Wisły. Zwiadowcy 100 Lwowskiej Dywizji Piechoty pod dowództwem generała majora Fiodora Krasawina, 27 stycznia 1945 roku, weszli na teren podobozu Auschwitz III, w Monowicach niedaleko Oświęcimia. Mieścił się tam obóz pracy przymusowej w zakładach Buna-Werke koncernu IG Farben. W południe czerwonoarmiści oswobodzili centrum Oświęcimia, a około godz. 15:00, po krótkiej walce z Niemcami, zajęli równocześnie Auschwitz I i Auschwitz II - Birkenau. Znaleźli około 7,5 tys. ocalałych, skrajnie wyczerpanych głodem, zabójczą pracą, chorobami i zimnem więźniów. To zaledwie garstka, bo w Auschwitz zginęło od miliona stu tysięcy do półtora miliona ludzi.
Obozowe, nazistowskie władze szykowały się do likwidacji Auschwitz i zatarcia śladów już dużo wcześniej. Od sierpnia 1944 roku mordowani byli członkowie Sonderkommand, czyli oddziałów specjalnych, złożonych z więźniów, głównie Żydów, przymuszonych do pomocy w zabijaniu rodaków. Wciągnięci do Sonderkommand pracowali między innymi w krematoriach, w których palono zwłoki i w komorach gazowych. W tym samym czasie zaczęto wywozić więźniów w głąb Rzeszy Niemieckiej, a końcem 1944 roku wstrzymano rozbudowę obozów Auschwitz i Birkenau.
Zobacz: Były więzień obozu Auschwitz-Birkenau pozywa niemiecką telewizję
Zapłonęły stosy z obozowymi dokumentami. Esesmani zaczęli zacieranie świadectw zbrodni: zasypywano doły z ludzkimi prochami, rozebrano do fundamentów krematorium IV, przygotowano do wysadzenia pozostałe trzy budynki krematoryjne. Ostatni obozowy apel odbył się 17 stycznia. Stanęło do niego 67 012 więźniarek i więźniów. Zaraz potem do obozów w głębi Rezszy ruszyły marsze śmierci. Więźniowie byli pędzeni przez dziesiątki kilometrów, w mrozie, niemal bez jedzenia i odpoczynku, na dworce kolejowe w Gliwicach i Wodzisławiu Śląskim. Stamtą otwartymi wagonami wieziono ich do Niemiec. Wciąż nie wiadomo, ilu zginęło w drodze.
NIE dla "polskich obozów koncentracyjnych"
Daniela Motak/jg
Obozowe, nazistowskie władze szykowały się do likwidacji Auschwitz i zatarcia śladów już dużo wcześniej. Od sierpnia 1944 roku mordowani byli członkowie Sonderkommand, czyli oddziałów specjalnych, złożonych z więźniów, głównie Żydów, przymuszonych do pomocy w zabijaniu rodaków. Wciągnięci do Sonderkommand pracowali między innymi w krematoriach, w których palono zwłoki i w komorach gazowych. W tym samym czasie zaczęto wywozić więźniów w głąb Rzeszy Niemieckiej, a końcem 1944 roku wstrzymano rozbudowę obozów Auschwitz i Birkenau.
Zobacz: Były więzień obozu Auschwitz-Birkenau pozywa niemiecką telewizję
Zapłonęły stosy z obozowymi dokumentami. Esesmani zaczęli zacieranie świadectw zbrodni: zasypywano doły z ludzkimi prochami, rozebrano do fundamentów krematorium IV, przygotowano do wysadzenia pozostałe trzy budynki krematoryjne. Ostatni obozowy apel odbył się 17 stycznia. Stanęło do niego 67 012 więźniarek i więźniów. Zaraz potem do obozów w głębi Rezszy ruszyły marsze śmierci. Więźniowie byli pędzeni przez dziesiątki kilometrów, w mrozie, niemal bez jedzenia i odpoczynku, na dworce kolejowe w Gliwicach i Wodzisławiu Śląskim. Stamtą otwartymi wagonami wieziono ich do Niemiec. Wciąż nie wiadomo, ilu zginęło w drodze.
NIE dla "polskich obozów koncentracyjnych"
Daniela Motak/jg