Wtorek, 27 paź 7 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Chcemy, żeby NATO broniło Polski. A czy sami obronilibyśmy sojuszników?

Tylko 45 procent Polaków popiera uruchomienie artykułu 5. NATO w przypadku rosyjskiego ataku na jedno z państw bałtyckich. Prof. Artur Gruszczak z Uniwersytetu Jagiellońskiego ocenia, że to niepokojący sygnał i efekt nie tylko słabej świadomości zobowiązań sojuszniczych, ale też wieloletniego oddziaływania rosyjskiej wojny informacyjnej.

Chcemy, żeby NATO broniło Polski. A czy sami obronilibyśmy sojuszników?
Fot. ilustracyjne/Pexels

Posłuchaj całej rozmowy

Tylko 45 procent Polaków popiera uruchomienie artykułu 5. NATO w przypadku rosyjskiego ataku na jedno z państw bałtyckich – wynika z sondażu SW Research dla „Dziennika Gazety Prawnej”. Dla kraju, który własne bezpieczeństwo w dużej mierze opiera na solidarności Sojuszu Północnoatlantyckiego, to wynik co najmniej zastanawiający.

– Może „katastrofa” to za duże słowo, ale na pewno jest to niepokojące zjawisko – komentuje prof. Artur Gruszczak, szef Katedry Bezpieczeństwa Narodowego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jak dodaje, nie jest to nagła zmiana.

– Potwierdza to tendencję, która utrzymuje się od ładnych paru lat, a przynajmniej od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie – mówi ekspert. I stawia pytanie o świadomość Polaków dotyczącą bezpieczeństwa nie tylko własnego państwa, ale całego Sojuszu, którego członkostwo jest traktowane jako jedna z podstawowych gwarancji bezpieczeństwa i suwerenności Polski.

NATO nie jest polisą działającą tylko w jedną stronę

Artykuł 5. jest fundamentem NATO: zbrojna napaść na jedno państwo Sojuszu jest traktowana jako atak na wszystkich. Nie oznacza to jednak, że każde państwo musi automatycznie wysłać na wojnę swoich żołnierzy.

– To jest, mówiąc metaforycznie, tak zwana opcja atomowa – tłumaczy prof. Gruszczak. – Każde państwo ma prawo do podjęcia decyzji, jaką uzna za stosowną zgodnie z zasadą suwerenności.

Każdy z członków NATO sam wybiera więc sposób, siły i środki, które zaangażuje w pomoc zaatakowanemu sojusznikowi. Sama zasada solidarności pozostaje jednak podstawą całego systemu odstraszania.

Dlatego pytanie o obronę Litwy, Łotwy czy Estonii jest jednocześnie pytaniem o bezpieczeństwo Polski. Jeżeli oczekujemy, że inni staną po naszej stronie w chwili zagrożenia, trudno zakładać, że solidarność ta miałaby nie obowiązywać wtedy, gdy zaatakowany zostanie inny członek NATO.

„Rosja toczy też wojnę informacyjną”

Skąd więc bierze się tak duży dystans Polaków wobec ewentualnej pomocy państwom bałtyckim? Prof. Gruszczak wskazuje między innymi na brak świadomości tego, że wojna między Rosją a Zachodem od dawna nie ogranicza się do ukraińskiego frontu.

– Rosja nie tylko toczy wojnę na terytorium Ukrainy, starając się zająć jak najwięcej terytorium tego państwa, niszcząc infrastrukturę i zabijając mieszkańców Ukrainy. Toczy też wojnę informacyjną, tak zwaną wojnę kognitywną – podkreśla ekspert.

Jej celem jest wpływanie na sposób postrzegania świata.

– [Rosja] stara się rozpowszechniać takie treści i taki obraz świata i rzeczywistości, który odpowiada interesom rosyjskim – mówi Gruszczak.

I nie jest to strategia wymyślona po 2022 roku.

– Tego typu działania Rosja prowadzi nie od kilku lat, tylko od kilkunastu, być może od kilkudziesięciu – zaznacza.

Politycznie to się opłaca

Rosyjskie narracje trafiają na podatny grunt również dlatego, że coraz częściej bezpieczeństwo przedstawiane jest wyłącznie w kategoriach narodowych: mamy bronić siebie, a problemy naszych sąsiadów są ich własną sprawą.

Zdaniem prof. Gruszczaka podobne hasła stają się także elementem krajowej walki politycznej.

– To niestety jest niebezpieczny element gry politycznej, bo to się opłaca. To daje punkty w rankingach wyborczych – mówi.

Według eksperta część społeczeństwa pozostaje zamknięta w swoich codziennych i lokalnych problemach.

– To, że ta wojna się toczy na Ukrainie czy mogłaby się toczyć na Litwie, Łotwie, Estonii czy w Finlandii, takich osób nie interesuje. One niejako żyją tylko swoimi własnymi problemami – diagnozuje.

W takiej sytuacji łatwiej przyjmowane są proste odpowiedzi na skomplikowane pytania.

– Znajdują odpowiedź wyjaśniającą te problemy poprzez uproszczenia, spiskowe teorie i różnego rodzaju dziwne treści, które pochodzą właśnie z tych skrajnych ugrupowań – dodaje prof. Gruszczak.

Zostać w Polsce, ale jej nie bronić?

Problem nie kończy się na gotowości do pomocy sojusznikom. Prof. Gruszczak przywołuje inne badanie opinii publicznej, dotyczące zachowania Polaków w sytuacji bezpośredniego zagrożenia naszego kraju.

– Siedemdziesiąt procent mniej więcej deklaruje, że pozostanie w kraju, gdyby wybuchła wojna, gdyby Polska była bezpośrednio zagrożona wojną. Ale jednocześnie tylko co czwarta osoba byłaby gotowa do czynnej obrony ojczyzny – mówi.

I podsumowuje tę postawę wprost:

– Przyjmujemy taką pasywną postawę: nie będziemy uciekać, jeżeli nas wróg zaatakuje, ale niewiele zrobimy, żeby się przed tym atakiem bronić.

To pokazuje szerszy problem. Bezpieczeństwo nie zależy wyłącznie od liczby czołgów, samolotów i żołnierzy. Zależy również od odporności społeczeństwa – od tego, czy ludzie rozumieją zobowiązania wynikające z członkostwa w NATO i czy są gotowi ponosić związane z nimi konsekwencje.

Zaostrzyć prawo? „Bardziej chodzi o jego egzekwowanie”

Jak zatem państwo powinno odpowiadać na dezinformację i działania mające osłabiać społeczną odporność? Tu pojawia się trudny konflikt między bezpieczeństwem a wolnością słowa.

Prof. Gruszczak nie jest przekonany, że rozwiązaniem byłoby po prostu wprowadzanie kolejnych zakazów.

– Nie jestem pewien, czy zaostrzenie prawa przyniosłoby tu natychmiastowy skutek. Bardziej tutaj jest kwestia egzekwowania prawa – mówi.

Zdaniem eksperta państwo musi przede wszystkim być zdolne do szybkiej reakcji.

– Trzeba mieć sprawny aparat, czyli funkcjonariuszy, którzy będą nadzorować czy monitorować całą sytuację i szybko i skutecznie reagować. Te działania powinny być też odstraszające, żeby zniechęcały inne osoby do podobnych działań szkodliwych dla bezpieczeństwa – podkreśla.

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Darmowe parkowanie w krakowskim OPP 1 i 11 listopada

  • Nowy Sącz: Trzy przedszkola do likwidacji. Radni przegłosowali uchwały mimo protestów

  • Wisła Kraków przedłużyła kontrakty z czterema piłkarzami. Kluczowi obrońcy zostają przy Reymonta

  • Tomasz Siemieniec ostro o Cracovii: Nie widzę szans ani na wygranie derbów, ani na utrzymanie

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania