Przez długie lata naukowcy żyli w przekonaniu, ze w morskiej wodzie nie ma wirusów. Ci, którzy je znajdowali byli przekonani, że to skutek zanieczyszczenia ściekami lub odpadami z wód lądowych. W 1986 roku Lita Proctor ustaliła, że litr morskiej wody może zawierać nawet 100 miliardów wirusów. Liczby te nie oznaczają, że pływanie w oceanie to wyrok śmierci. Najczęstszym celem wirusów są bakterie i inne jednokomórkowe organizmy.
Posłuchaj wypowiedzi
Słowo „wirus” pierwotnie oznaczało albo życiodajna substancję, albo zabójczy jad – przypomina Carl Zimmer w książce "Planeta wirusów”. Jego zdaniem w wypadku wirusów „kreacja i destrukcja tworzą jedno”. Wirusy spadają na nas miliardami każdego dnia z najwyższych warstw atmosfery. Pławimy się w bilionach ich cząstek podczas każdej kąpieli w oceanie. Albo wreszcie – nasze własne geny usiane są szczątkami dawno już umarłych wirusów, które w prehistorii zaatakowały przodka naszego gatunku.
Z dr hab.Szymonem Drobniakiem z UJ rozmawiała Ewa Szkurłat.