Rozmowa z bratem Robertem Wieczorkiem - Kapucynem i misjonarzem z końca świata.
Posłuchaj wypowiedzi
Drodzy Przyjaciele!
Zdaję sobie sprawę, że wobec decyzji Francji o interwencji w RCA, więcej się teraz mówi o tym zapomnianym zakątku naszego globu. Wiele też osób pyta, co u nas. Nie jestem w stanie odpowiedzieć każdemu z osobna, dlatego zdecydowałem się napisać ten list.
Jakby popatrzeć się na naszą wieś, Ndim, to nic specjalnie nie zdradza, że są problemy w kraju. Ludzie normalnie żyją i pracują, dzieci (choć mniej) chodzą do naszej szkoły, misyjny szpital leczy chorych. Muzułmanie (jako przybysze odróżniają się od reszty tak wyglądem, jak ubiorem) chodzą sobie spokojnie po drodze, sklepiki są otwarte i nikt tu nie myśli o ludobójstwie. Ludzie wspólnie martwią się, że w stolicy i kilku miastach oddziały Seleka tak bardzo zaszły ludziom za skórę, że teraz poszkodowani szukają odwetu i popierają anty-balaka – milicje samoobrony, atakujące gdzieniegdzie posterunki okupantów. Tak dochodzi do incydentów i scysji – ale daleko tu jeszcze do atmosfery zapowiadającej ludobójstwo. Pana, wśród których pracuję, pamiętają o losie swoich przodków sprzed wieku, kiedy to byli oni zwierzyną łowną dla muzułmańskich łowców niewolników z północy. Zachowali endemiczną nieufność do byłych prześladowców, ale gdzie im tam do nienawiści!
Podkreślam, tutejsi ludzie są bardzo pokojowo nastawieni i dalecy od sięgania po przemoc. Trzeba ich faktycznie doprowadzić do ostateczności, by się zdecydowali na zbrojną odpowiedź.
Wiele krzywdzących stereotypów krąży, zaostrzając sytuację. Arcybiskup z Bangui powtarza wciąż: Nie wszyscy muzułmanie to Seleka i nie
wszyscy Seleka to muzułmanie.
Ufam, że przetrwamy ten ciężki czas i wyjdziemy z niego nawet umocnieni.
Zostańcie z Bogiem,
brat Robert Wieczorek.