"Talent mam chyba po ojcu". Zaczął, gdy miał zaledwie 17 lat, po maturze zdanej w liceum ogólnokształcącym w Bochni. Proponowano mu pracę księgowego w zakładach mięsnych, ale pewne spotkanie sprawiło, że został grawerem. Od tego momentu minęło 71 lat, a pan Alojzy Borowicz nadal pracuje.
Wiek 88 lat nie przeszkadza, gdy jest pasja. Talent odziedziczył po ojcu, a po nim jego wnuczka. To ona stworzy kiedyś muzeum grawerstwa - planuje. Jego niewielki zakład pełen jest pamiątek i ludzkich wspomnień, bo grawer towarzyszy człowiekowi od urodzenia aż do śmierci, poprzez różne ważne wydarzenia i uroczystości. Choć technika idzie bardzo do przodu, to ręczne grawerowanie ma w sobie coś niepowtarzalnego.
Alojzego Borowicza odwiedziła Marzena Florkowska.