W piątek wieczorem, około godziny 20, służby zostały wezwane do popularnego miejsca spacerów Lasu Lipie. Na miejscu znaleziono ciężko rannego 16-latka, który został zabrany do szpitala. Mimo wysiłków lekarzy, nie udało się go uratować. Policja zatrzymała napastnika.
"Ta osoba została zatrzymana bezpośrednio po zdarzeniu, ale nie na miejscu zdarzenia. Policjanci szukali go i zatrzymali kilkaset metrów dalej. Zatrzymany Ma poniżej 17 lat, więc dalsze losy sprawy rozstrzygać będzie Tarnowski Sąd Rodzinny i Nieletnich" - relacjonował w rozmowie z Radiem Kraków Paweł Klimek - rzecznik prasowy tarnowskiej policji.
Napastnik spędził noc w policyjnej izbie dziecka i w sobotę stanął przed Sądem Rejonowym w Tarnowie wydział Rodzinny i Nieletnich.
"Sąd wydał postanowienie o umieszczeniu nieletniego na okres trzech miesięcy w schronisku. Postępowanie toczy się pod kątem zarzutu z artykułu 148 Kodeksu karnego. Sąd dopuścił również dowód z sekcji zwłok, która będzie przeprowadzana" - relacjonowała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Tarnowie Małgorzata Stanisławczyk-Karpiel.
Sąd rodziny nie skazuje na więzienie, ale może uznać, że szesnastolatek mimo swojego wieku powinien odpowiadać jak dorosły. Groziłoby mu wtedy do 25 lat więzienia, bo wobec osób, które nie ukończyły 18. roku życia nie orzeka się kary dożywocia.
Świadek zdarzenia: między nastolatkami doszło do sprzeczki
Reporterowi Radia Kraków udało się porozmawiać ze świadkiem tragicznego zdarzenia. Pan Maciej uciskał ranę na szyi 16-latka aż do przyjazdu na miejsce pogotowia. Nastolatek przez cały czas był nieprzytomny.
"Wypytałem chłopaka, który zadzwonił na numer alarmowy. Powiedział mi, że w altanie obok była grupa nastolatków, którzy zaczęli ich prowokować. Jeden z napastników miał obrazić ojca tego 16-latka. Chłopak podszedł do niego i zażądał przeprosin. Wtedy ten napastnik miał wyciągnąć scyzoryk, uderzyć 16-latka w szyję, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia z pozostałymi kolegami" - mówił reporterowi Radia Kraków Bartłomiejowi Maziarzowi świadek.
W piątek do późnych godzin w Lasku Lipie, gdzie doszło do tragedii, pracowali policjanci, a także prokurator.