Prokuratura postawiła mężczyznom zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami i o podrabianie dokumentów. Żaden z nich nie przyznał się do winy i nie potwierdził, że zwierzęta miały być przewożone w złych warunkach.
- Oczywiście zaprzeczyli temu, że w sposób nieprawidłowy się tymi zwierzętami opiekowali. Nie posiadali oni żadnej dokumentacji, która uprawniłaby ich do przewozu zwierząt to raz. Dwa, przedłożyli co prawda paszporty zwierząt, jednak po takiej wstępnych oględzinach tych dokumentów dokonanych przez lekarza weterynarii stwierdził on, że to są dokumenty nieautentyczne, że zostały podrobione - mówi Oliwia Bożek - Michalec z prokuratury okręgowej w Krakowie.
Podejrzani twierdzą, że zwierzęta miały trafić na teren Litwy, Łotwy i Estonii. Mężczyźni mają zakaz opuszczania kraju, musieli też oddać paszporty. Grozi im nawet do 5 lat więzienia.
Przyłapani przez przechodnia
Przypadkowy przechodzień zauważył jak na leśnej drodze w rejonie ulicy Zawiłej czterech mężczyzn przekładało klatki ze zwierzętami z jednego samochodu do drugiego. Podejrzane zachowanie zgłosił straży miejskiej, a ta powiadomiła policję. Jak się okazało, 60 psów i kotów różnych ras przewożono w nieodpowiednich warunkach, a stan niektórych wymagał interwencji weterynarza.
- One były przewożone w za małych klatkach, lub w jednej klatce było kilka zwierząt. Klatki były zanieczyszczone, nie było wentylacji, ogrzewania. Niektóre zwierzęta były wycieńczone, trzęsły się - mówi Piotr Szpiech z komendy miejskiej policji w Krakowie. Zwierzęta zostały przewiezione do schroniska.
Ze wstępnych ustaleń wynika, że zwierzęta były przewożone z Ukrainy. Trafiły do krakowskiego schroniska.