- Zwolnienia w sektorze usług biznesowych w Krakowie
To niepokojące, choć spodziewane zjawisko – szczególnie dotyka stanowisk juniorskich.
- Kraków przestaje być konkurencyjny kosztowo
Zwłaszcza dla globalnych korporacji; miejsca pracy są automatyzowane lub przenoszone dalej na wschód.
- Rynek pracy po pandemii
Ulega korekcie, zwłaszcza w branży IT – obserwujemy spadek zapotrzebowania na niektóre kompetencje.
- Zmiany dla uczelni i studentów
Możliwy jest powrót popularności kierunków związanych z sektorem publicznym oraz wzrost zainteresowania studiami magisterskimi.
- Wpływ sztucznej inteligencji i automatyzacji
AI może jeszcze bardziej ograniczyć liczbę miejsc pracy w sektorach opartych na prostych, powtarzalnych czynnościach.
Mobilność korporacyjnych miejsc pracy i jej skutki
Prof. Biga zauważa, że korporacyjne miejsca pracy w Krakowie, choć przez lata były silnym atutem miasta, są z natury mobilne. Gdy tylko zmieniają się potrzeby firm lub rosną koszty pracy, stanowiska te są przenoszone albo zastępowane przez automaty. Kraków, oferujący dotąd wysokie wynagrodzenia, zaczyna tracić swoją konkurencyjność.
Rzeczywiście widzimy to na niższych stanowiskach korporacyjnych, "juniorach", gdzie jest mniej otwartych naborów, są za to spore zwolnienia. Na razie menedżerzy średniego szczebla czy specjaliści czują się dość bezpiecznie, ale trudno powiedzieć, czy w ciągu kilku lat także ich nie dosięgną zmiany. Szacujemy, że w tym sektorze pracuje w Krakowie około 100 tysięcy osób. Jeżeli dodamy do tego powiązane zjawiska, inne prace i też ich aktywność gospodarczą, którą wykazują w regionie, to może być niebezpieczne dla całego miasta i dla całego regionu
- uważa prof. Bartłomiej Biga.
Korekta po pandemii i przesycenie rynku IT
Wzrost zapotrzebowania na specjalistów IT w czasie pandemii spowodował chwilowe „przegrzanie” rynku. Teraz obserwujemy korektę - zmniejszenie liczby ofert i zwolnienia. Dotyczy to szczególnie osób o podstawowych kompetencjach, które wcześniej bez trudu znajdowały dobrze płatną pracę.
W przypadku IT być może to jest kolejna fala korekty, ta branża wyjątkowo szybko reaguje. Gdy tylko pracownicy nie byli już tak potrzebni, bo wróciliśmy do normalnej pracy, skończyły się lockdowny, to już wtedy widać było zwolnienie, przesunięcie albo mniejszą liczbę wakatów. Jest nadzieja, że w przypadku IT jest to tylko konsekwencja tego, co było, a nie początek trendu, który dopiero się zaczyna i nasila
- dodaje Bartłomiej Biga.
Zmienność warunków na rynku pracy i przyszłość absolwentów
Jeszcze niedawno wystarczała znajomość angielskiego, żeby studenci zdobywali pracę z wysoką pensją. Teraz sytuacja się zmienia - osoby z mniejszymi kompetencjami będą musiały konkurować o zatrudnienie, tak jak pokolenie dzisiejszych 30- i 40-latków w czasach wysokiego bezrobocia.
Powiedziałbym jednak, że nie będzie to aż tak dramatyczne jak poprzednie doświadczenia. Będzie gorzej niż teraz, ale demografia stoi po stronie młodych pracowników. Już teraz dużo roczników wychodzi z rynku pracy, więc nawet jeżeli koniunktura się pogarsza, to nie będzie to skutkowało 20-procentowym bezrobociem, tak jak je pamiętamy, tylko nieco mniejszą możliwością negocjacji wynagrodzenia
uważa prof. Biga.
Co to oznacza dla uczelni i władz miasta?
W obliczu zmian, uczelnie mogą odnotować zainteresowanie kierunkami związanymi z administracją i sektorem publicznym. Możliwe jest również zwiększenie liczby studentów podejmujących studia magisterskie. Prof. Biga zauważa, że mimo trudniejszej sytuacji uczelnie wciąż oferują zróżnicowaną i dostosowaną do rynku ofertę.
Władze miasta mają ograniczone możliwości reagowania, ale kluczowe są naturalne atuty Krakowa - jakość życia i wykształceni absolwenci. Niemniej jednak, skala zwolnień może wpłynąć na inne sektory, np. rynek mieszkaniowy.
Przypuszczam, że takie zmiany mogą być, natomiast większość uczelni, w tym moja uczelnia, mają bardzo różnorodną ofertę. To nie jest tak, że kształcimy wyłącznie księgowych czy wyłącznie pracowników dla korporacji, więc będą pewne przesunięcia w popularności kierunków. Już dzisiaj ta oferta jest na tyle zróżnicowana, że jeżeli tylko studenci będą się pojawiać, jeżeli tylko maturzyści będą chcieli podejmować studia, a na razie z tym jest całkiem nieźle, znajdą taką ofertę, która do tej nowej rzeczywistości ich przygotuje
- mówi Biga.
Sztuczna inteligencja jako czynnik ryzyka
Automatyzacja z wykorzystaniem AI zagraża przede wszystkim stanowiskom opartym na prostych, powtarzalnych zadaniach - zauważa prof. Biga. Nie ma jednak sygnałów, że bardziej złożone procesy – wymagające myślenia czy kompetencji społecznych – również zostaną w krótkim czasie zautomatyzowane, ale długoterminowe skutki są wciąż nieprzewidywalne.
Nie potrafię jednak odpowiedzieć na pytanie, czy rozwój sztucznej inteligencji będzie na tyle szybki i pójdzie w tę stronę, że ludzie, którzy mają bardziej specjalistyczne umiejętności, też za kilka lat będą zagrożeni.
- dodaje prof. Biga.